Szukaj na tym blogu

20 września 2010

See of shoes Music Theme

Zdarza się, że gdy zobaczę czyjąś dyskografię, to mam ochotę poświęcić wiele lat życia na poszukiwanie dokładnie owego zestawu. Dokładnie tych samych wydań.
To nie jest tak, że żywą miłością pałam do objawionych tytułów; często nie znam żadnego nazwiska z listy! Chcę sprawdzić.
Wydaje mi się, że może właśnie w tym egzemplarzu leży subtelna prawda do odkrycia. Szybko jednak dochodzę do tego, że to nie moja prawda.
Więc w rezultacie nie poświęcam na jej szukanie ani minuty, a zestawione ze sobą nazwiska pozostają niewiadomą. Zastanawiam się jednak wtedy, czy istnieją na tym świecie ludzie o takich samych predyspozycjach....



Electric Lucifer-Bruce Haack (1970)
The Best of Dolly Parton (1970)
The Wanderer-Donna Summer (1980)
Tokyo Joe-Ryuichi Sakamoto & Kazumi Watanabe (1978)
The Dreaming-Kate Bush (1982)
Right On Time-Prophet (1984)
The Best of Patsy Cline
Neo Geo-Ryuichi Sakamoto (1987)
Arpadys-Arpadys (1977)
Diamonds and Pearls-Prince (1991)
Lovesexy-Prince (1988)
Rhythm Nation-Janet Jackson (1989)
Change Your Mind -Sharpe & Numan (1985)
This Time Baby-Jackie Moore (1979)
Rip It Up-Orange Juice (1982)
Exotic Moog-Martin Denny (1969)
I Robot-The Alan Parsons Project (1977)
Suspiria soundtrack by Goblin (1977)

Nightporter-Japan (1982)
Look Into My Eyes-52nd Street (1982)
Do You Like Japan-Melon (1982)
Chance Operation-Chance Operation (1981)
Rice Music-Masami Tsuchiya (1982)
Turquoise Trail-Pictureplane (2008)
Frederico and the Marrakech Orchestra-Frederico and the Marrakech Orchestra (1983)
Albedo 0.39-Vangelis (1976)
Lone Justice-Lone Justice (1985) God I love Maria McKee..best cow-punk
With Vivien Vee-Vivien Vee (1980)
How Much, How Much I Love You-Love and Kisses (produced by Alec R Costandinos..found today, I love it)
Don't You Know-Brenda Mitchell (1978)
Beers, Steers, and Queers-Revolting Cocks (1990)
Man Parrish-Man Parrish (1982)
Texas Love Triangle Mix by TommyBoy for Vice Magazine (amazing showcase of local music by our own Tommyboy of Arawa.fm, a must-listen)
Cat People-David Bowie/Giorgio Moroder (1982)
Night Bird-Keith Mansfield (1970)
Headhunters-Herbie Hancock (1973)

19 września 2010

z archiwum pewnego tygodnika

Wystawa monograficzna w Galerii Zachęta

Niejednoznaczny Gwozdecki
Bogusław Deptuła


Był artystą niespokojnym, nie osiągnął jednorodności stylistycznej ani nie ugruntował sobie jednoznacznego miejsca w dziejach polskiej sztuki XX wieku. Poszukując nieustannie, zasłużył na kłopotliwą etykietkę "interesującego". Wystawę Gustawa Gwozdeckiego (1880-1935) można zobaczyć teraz w Warszawie, a na jesieni w Krakowie.


Żył na przełomie wielkich epok: modernizmu i nowoczesności. Ten czas przemian dał mu szerokie pole do poszukiwań i nie zmuszał do opowiedzenia się za jedną wybraną stylistyką. W tym niedomknięciu tkwi zarazem siła i słabość jego sztuki. Kolejną przeszkodą, charakterystyczną dla wielu polskich artystów XX stulecia, jest rozproszenie artystycznej spuścizny Gustawa Gwozdeckiego. Znaczącą komplikacją okazała się również wielotorowość jego zainteresowań. Był autorem kilku świetnych rzeźb, ale być może największe jego osiągnięcia to rysunkowe cykle mocno stylizowanych aktów i portretów z lat 1912-1929.

Bywał przez ówczesną krytykę postrzegany jako samouk, co jest daleko posuniętą przesadą. Oglądając jego płótna dość łatwo wskazać na kolejnych mistrzów i nauczycieli, a i trudno doszukać się tam warsztatowej nieporadności, choć faktem jest, że dyplomu nie zdobył. Uczył się w Warszawie, Monachium, Krakowie, najdłużej i najowocniej dopełniał wiedzę i umiejętności w Paryżu, w kręgu międzynarodowej bohemy, ale i wśród największych mistrzów sztuki francuskiej, u Antoine'a Bourdelle'a i Henri Matisse'a. Choć dość łatwo rozpoznawalna, indywidualna maniera Gwozdeckiego ulega znacznym i konsekwentnym przemianom.
(...)

W 1904 roku Antoni Potocki, wydający w Paryżu ekskluzywne pismo "Sztuka", ogłasza konkurs na "kompozycję rysunkową o tematyce chopinowskiej". Gwozdecki zgłasza na konkurs rysunkową kompozycję "Ballada F-dur". Wygrywa, choć pierwszego miejsca nie przyznano. Jego pracownię odwiedza Potocki i zdaje bardzo ciekawą relację z tej wizyty: "On rzeczywiście kocha się w barwach, wielbi kadm, szaleje za kobaltem, tarza się w karminach. Gdyby mógł, obrazy malowałby po prostu promieniami czystych barw tęczy, choć nęci go i sam szlachetny materiał farby (tej właśnie najdroższej!)".

Można by powiedzieć, że to prawie opis fowistycznego obrazu. W istocie Gwozdeckiemu do fowizmu było blisko, obrazy fowistów musiał oglądać, bywał w pracowni Matisse'a. Trudno rozstrzygać, czy to zmaganie z kolorem wisiało w powietrzu, ale na pewno doszło do przecięcia się dróg artystycznych poszukiwań Polaka z dziełami wielu innych europejskich artystów. Oglądając przed kilku laty wielką wystawę europejskich fowizmów, na której pokazano min. obrazy malarzy z kręgu "Die Brücke", ze zdziwieniem i smutkiem nie zobaczyłem na niej ani jednego obrazu Gwozdeckiego, a pasowałby tam wprost znakomicie.
(..)
Pomieszanie w ocenach pozostanie pewnie już na zawsze. Wszyscy piszący mają z niejednoznacznym Gwozdeckim kłopoty, przy mnogości pochwał zawsze jakieś zastrzeżenia. Jak choćby w tekście Elżbiety Grabskiej z katalogu wystawy "Wahania interpretatora", gdzie czytamy: "Nie mnie jednej przychodzi, może z pewnym żalem, konstatować, że w późnych obrazach i rysunkach Gwozdeckiego główny temat jego prac, głowa i ciało kobiece, które dukt jego rysunku z precyzją modelował, stawały się mu pułapką, wzorem maniery, zachętą do eleganckiej powtórki".

(...)

Może na przeszkodzie stanęły choroby, bo był Gwozdecki bardzo schorowany i całe lata tracił na kosztowne kuracje. Może płacił za swoją podwójność, najpierw polsko-francuską, a potem francusko-amerykańską. A był przy tym również społecznikiem próbującym tworzyć miejsca dla spotkań polskich artystów, najpierw we Francji, a potem w Ameryce. Do tego jeszcze nieustająca konieczność walki o przetrwanie, która być może zmuszała do wygładzania policzków portretowanych. Bo ładność to jeszcze jeden wielki problem tej sztuki. Zdaje się, że Gwozdecki chwilami widział doskonale, jak piękno wygląda i gdzie je odnajdywać, jednak wielokrotnie zwodziła go ładność i brała w swoje syrenie władanie.


"Gustaw Gwozdecki 1880-1935. Wystawa monograficzna." Muzeum Narodowe w Poznaniu luty - kwiecień 2003; Zachęta - Państwowa Galeria Sztuki w Warszawie 7 lipca - 18 sierpnia 2003; Muzeum Narodowe w Krakowie 26 sierpnia - 15 października 2003. Scenariusz i koncepcja wystawy: Maria Gołąb i Anna Lipa.

16 września 2010

Na wrzesień wystarczy już wpisów....


autor zdj. Piotr Adamski


Obie te babki są inspirujące. Jak ja to w sobie godzę?



Źródło: thesartorialist.com

16 września 2009 r. spotkałam Dingo i już tak zostało.




Wisława Szymborska Pod jedną gwiazdą z tomiku Wszelki wypadek

Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością.
Przepraszam konieczność, jeśli jednak się mylę.
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Niech mi zapomną umarli, że ledwie tlą się w pamięci.

Przepraszam czas za mnogość przeoczonego świata na sekundę.
Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą.
Wybaczcie mi, daleki wojny, że noszę kwiaty do domu.
Wybaczcie, otwarte rany, że kłuję się w palec.

Przepraszam wołających z otchłani za płytę z menuetem.
Przepraszam ludzi na dworcach za sen o piątej rano.
Daruj, szczuta nadziejo, że śmieję się czasem.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę.

I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce,
zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt,
odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym.
Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe.

Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi.
Powago, okaż mi wspaniałomyślność.
Ścierp, tajemnico bytu, że nie mogę być wszędzie.

Przepraszam wszystkich, że nie mogę być każdym i każdą.
Wiem, że póki żyję, nic mnie nie usprawiedliwia,
ponieważ sama sobie stoję na przeszkodzie.

Nie miej mi za złe, mowo, że pożyczam patetycznych słów,
a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.


15 września 2010

Roztargniona wyjątkowo aktywnie zbyt wiele zapominam.

"Ważne, że szukasz tej Siebie. Myślisz. Analizujesz siebie samą, swoją świadomość i kierunek w którym ona zmierza. W dodatku na poziomie pewnie dla wielu niedostępnym. To musi Cię gdzieś doprowadzić. Masz niesamowitą zdolność abstrakcyjnego myślenia. Kojarzenia faktów, znaczeń i relacji w sposób dla mnie nieosiągalny. Z drugiej strony nie do końca radzisz sobie z tym bardziej realnym przyziemnym wymiarem Twojego życia, z jego wszystkimi powinnościami, nakazami i zakazami. I to wcale nie dlatego, że nie potrafisz. To właśnie jest w Tobie najpiękniejsze. I to właśnie dlatego twierdzę, że tylko udajesz, że stąpasz po ziemi, Szemkelo."

[Mam przy tym smsie datę 3.04.2001. To możliwe, ale nieprawdopodobne. Na pewno, przenoszony z telefonu do telefonu, któregoś razu trafił na taki zresetowany.]






Pogoda ducha. Tego szukam zaraz obok spokoju ducha.
Generalnie większość serca wypełnia spokój i zadowolenie. Normalność i konsekwencja w kreatywności. Szczerość, prawda, ufność i wierność. I ubrania! ;)
Próbowałam jednak przez ostatnie miesiące znaleźć coś, czego się nauczyłam bezpośrednio od niego; czegoś co wyniosłam z tych 7 lat z nim. Konkretu. Jestem kobietą, która mimo wszystko bardzo ceni sobie konkret.
Wracałam do archiwum tego bloga, bo jednak istnieje od 2008 roku; powstał z bardzo prywatnej inicjatywy i wielokrotnie temat miłosny się pojawiał. Są pewnie i tacy, którzy w tym archiwum byli. Zauważą być może zmiany, które się dokonały. Nie ma tam odpowiedzi.
Postanowiłam napisać tego posta, choć od dawna tak osobisty się nie pojawił. Napisać go, aby pozostał ślad po wychodzeniu z żałoby, po dziwnych procesach zachodzących po rozstaniach, manipulacji pamięcią, rzeczywistością, historią...
Być może próżność kierowała kobiecym myśleniem: tak wiele się ode mnie nauczył / byłby mało interesującym mężczyzną bez nabytej wrażliwości, z twardą głową / mimo, że energetycznie blokował na świat i ludzi - w lutym zeszłego roku mogłam powiedzieć, że mam własną energię, on mógł własną mieć / tak dobrze pamiętam go siedemnastoletniego w spodniach marchewkach z brzuszkiem i bardzo kiepską fryzurą / niechby go ta jego Przepiórka takim zobaczyła. Warto rozłącznie się traktować... Bo wzajemne traktowanie łączne w przypadku tego faceta jest zgubne. W przypadku każdego faceta.
Próżność i pycha. Bo to wszystko dobre, co wyniósł, na pewno było w korespondencji ze złymi doświadczeniami.
Wiele jednak wyniósł. Bo było aktywnie. Różnie. Wielokanałowo. Jestem żywotna i zmienna. Na pewno egzotyczna dla pewnego typu mężczyzn. Oczekiwanie spokoju i poczucia stabilizacji będzie stało w konflikcie z wewnętrzną Dziką Kobietą - silną, samodzielną, mało statyczną. Związkowo to niełatwe. Nie ma takiego mężczyzny, który mógłby mnie zdominować (ale na szczęście jest taki, który ma to w dupie).

Poprzez szukanie pozytywów tego związku długo próbowałam pozbyć się goryczy z powodu trudnego rozstania.

Bo z tego, że nie jesteśmy razem, cieszę się. Dzisiaj.
Na samą myśl o nim... czuję to, co on czuł i z powodu czego zdecydował się odejść. Widzę miłego zupełnie transparentnego chłopaka Bez.
To było dla niego trudne. A ja byłam zbyt blisko - oko w oko - ząb w ząb. Kompletnie nic z tej odległości nie widać.
Dużo wody w rzece przepłynęło zanim zaakceptowaliśmy prawdę. Ja przymusowo :)

Okazuję się kobietą bez klasy pisząc te przykre.
On miał szansę udowodnić swój brak klasy formą rozstania.
To wszystko, co się wydarzyło w przeszłości było jednak przecież zwykłym doświadczeniem niedoświadczonych dzieciaków. Oboje zbyt przejęci, przestraszeni, nieśmiali, niezdecydowani, przepełnieni romantycznymi ideałami. Po prostu Zbyt.
Kobieta staje się kobietą, a mężczyzna nabiera klasy, gdy doświadcza.
Staję się kobietą, a on na pewno mężczyzną. Każde z nas dojrzało kategorycznie seperując wspólne dusze.


Powyższy, jakże wykwintny, sms jest jedynym osobistym i szczerym, co od niego rzeczywiście otrzymałam (mogło go to nawet coś kosztować - w całej jego mentalnej oszczędności), jedynym co wtedy i dzisiaj rzeczywiście doceniłam i doceniam, co dotarło do głębi - niestety nie było tego wiele.
Taka jest prawda.
Ale jest ten sms. I chcę mu oddać sprawiedliwość.



rys. Mirosław Bałka




Problem polega na tym, że rzeczywistym powodem tego posta jest bardzo banalne nawiązanie do tego sms. Problematyczne.
Często właśnie z tego powodu wracam do niego myślami.

Zdrapka napisał wtedy, że mam problem z tym bardziej przyziemnym wymiarem mojego życia i to wcale nie dlatego, że nie potrafię.
Otóż, choćbym bardzo chciała, to się nie sprawdza. I cała wiara, którą we mnie pokładał mój wieloletni ex chłopak (bardzo doświadczony w byciu moim ex), niestety nagminnie okazuje się daremna.

Znów to zrobiłam. Zgubiłam kartę kodów jednorazowych do konta internetowego. Przeszukałam wszystko.
Wczoraj natomiast zablokowałam bankowe konto internetowe, a chwilę później bankowy serwis telefoniczny, podając niepoprawnie numer klienta.
Po przymusowej wizycie w banku okazało się, że zablokowałam czyjeś konto, gdyż wyjściową informacją dla weryfikacji był owy zły numer klienta. [Przepraszam osobę z zablokowanym kontem.] Moje okazało się aktywne i bez problemu (po otrzymaniu w banku właściwego numeru klienta) zalogowałam się.
Niestety nie mogłam zrobić przelewu, bo zgubiłam gdzieś (nie Gdzieś, ale tu - obok, w domu) kartę z kodami.
Oszaleję.... Znów czeka mnie wizyta w banku.

Nadmienię tu, że te problemy się regularnie powtarzają.
Skrzynkę mejlową oraz konto skype blokuję nałogowo, będąc już bardzo wprawiona w odzyskiwaniu haseł i odpowiadaniu na pytania sprzed wielu lat.
Ostatnio zablokowałam kartę płatniczą - dokładnie w dniu obrony pracy magisterskiej, gdyż mój pin okazał się różnić dwoma cyframi od nowego kodu na domofonie. Kod oczywiście zapamiętałam - po jakimś czasie, ale moja pamięć do cyfr działa niestety na zasadzie zamiany danych - stare prawie zawsze robią miejsce nowym.
Nie miałam jak zapłacić za taksówkę, którą już jechałam i w końcu - dzięki moim rodzicom, którzy przyjechali na moment przed obroną i zapłacili za mnie - dotarłam na miejsce 15 minut przed planowanym rozpoczęciem. Decyzja dotycząca ostatecznego kształtu działania była zatem bardzo intuicyjna. [Co, abstrahując od sytuacji, ma swoje dobre strony.]

Pomylenie pinu, zablokowanie karty płatniczej, konta internetowego, zagubienie kart kodów jednorazowych oraz haseł zdarzało mi się w ciągu ostatnich pięciu lat tak często, że moja świadomość zatrzymała się przy liczbie dwudziestu. Było ich więcej.

Ale najbardziej kłopotliwymi sytuacjami były te, kiedy raz zapomniałam pinu do karty podczas półrocznego pobytu w Anglii na stypendium, a drugi raz podczas kilkumiesięcznego stypendium w Chorwacji.
Za każdym razem były to sytuacje bardzo dramatyczne i ostateczne. Każda zakończyła się przymusowym zakładaniem konta bankowego w obcym kraju, co naprawdę nie jest proste. Po założeniu konta za każdym razem przychodził mi na ratunek moneybookers, bez którego naprawdę sytuacja zakończyłaby się wizytą w ambasadzie lub ucieczką autostopem do Polski.
Na szczęście wychodziłam z opresji cało, choć z wielokrotnym rumieńcem.

Przyznaję, że zapominam pinów, haseł, numerów telefonów, numerów klienta. Zapominam również dat. No tak już mam. I to wcale nie jest tak, że potrafię zapamiętać.



Tobie Zdrapko dziękuję za tamtego smsa, bo - jak już sobie o nim przypomniałam - to w sumie jesteśmy Policzeni. Bilans wychodzi na zero.
A ponieważ naprawdę kiepsko liczę: Wyszedł na zero. Jesteśmy sobie wyzerowani, przezroczyści - bez wycinania genitaliów.


Twój Król
u którego wciąż zbyt wiele żółci







P.S. Michał (?) Piróg, na pytanie Szymona Majewskiego O co chodzi z tym całym chodzeniem z chłopakami?, odpowiedział: Zazwyczaj jak gdzieś idę, to dochodzę.


Za Jakubem Jasiukiewiczem:

czas przerzucić się na rzeźbę i/lub rysunek. wideo i tak mało kto kupuje, a wystawiają zwykle Ci co chcą wystawę bez budżetu zrobić

14 września 2010

Między pierwszym a drugim daniem.

Zmieniłam szatę graficzną. Co na pewno (o bystry umyśle) zostało zauważone.
Nie mieściły się przy tamtym szablonie posty z linkami youtube'a.
Poza tym było ciasno, choć wydawało mi się długo, że przestrzennie.

Jeśli jakoś rażąco zmieniam tym Twoje życie - to przez linka z moimi pracami dotrzesz do adresu mejlowego.
Napisz.