"Ważne, że szukasz tej Siebie. Myślisz. Analizujesz siebie samą, swoją świadomość i kierunek w którym ona zmierza. W dodatku na poziomie pewnie dla wielu niedostępnym. To musi Cię gdzieś doprowadzić. Masz niesamowitą zdolność abstrakcyjnego myślenia. Kojarzenia faktów, znaczeń i relacji w sposób dla mnie nieosiągalny. Z drugiej strony nie do końca radzisz sobie z tym bardziej realnym przyziemnym wymiarem Twojego życia, z jego wszystkimi powinnościami, nakazami i zakazami. I to wcale nie dlatego, że nie potrafisz. To właśnie jest w Tobie najpiękniejsze. I to właśnie dlatego twierdzę, że tylko udajesz, że stąpasz po ziemi, Szemkelo."
[Mam przy tym smsie datę 3.04.2001. To możliwe, ale nieprawdopodobne. Na pewno, przenoszony z telefonu do telefonu, któregoś razu trafił na taki zresetowany.]Pogoda ducha. Tego szukam zaraz obok spokoju ducha.
Generalnie większość serca wypełnia spokój i zadowolenie. Normalność i konsekwencja w kreatywności. Szczerość, prawda, ufność i wierność. I ubrania! ;)
Próbowałam jednak przez ostatnie miesiące znaleźć coś, czego się nauczyłam bezpośrednio od niego; czegoś co wyniosłam z tych 7 lat z nim. Konkretu. Jestem kobietą, która mimo wszystko bardzo ceni sobie konkret.
Wracałam do archiwum tego bloga, bo jednak istnieje od 2008 roku; powstał z bardzo prywatnej inicjatywy i wielokrotnie temat miłosny się pojawiał. Są pewnie i tacy, którzy w tym archiwum byli. Zauważą być może zmiany, które się dokonały. Nie ma tam odpowiedzi.
Postanowiłam napisać tego posta, choć od dawna tak osobisty się nie pojawił. Napisać go, aby pozostał ślad po wychodzeniu z żałoby, po dziwnych procesach zachodzących po rozstaniach, manipulacji pamięcią, rzeczywistością, historią...
Być może próżność kierowała kobiecym myśleniem:
tak wiele się ode mnie nauczył / byłby mało interesującym mężczyzną bez nabytej wrażliwości, z twardą głową / mimo, że energetycznie blokował na świat i ludzi - w lutym zeszłego roku mogłam powiedzieć, że mam własną energię, on mógł własną mieć / tak dobrze pamiętam go siedemnastoletniego w spodniach marchewkach z brzuszkiem i bardzo kiepską fryzurą / niechby go ta jego Przepiórka takim zobaczyła. Warto rozłącznie się traktować... Bo wzajemne traktowanie łączne w przypadku tego faceta jest zgubne. W przypadku każdego faceta.
Próżność i pycha. Bo to wszystko dobre, co wyniósł, na pewno było w korespondencji ze złymi doświadczeniami.
Wiele jednak wyniósł. Bo było aktywnie. Różnie. Wielokanałowo. Jestem żywotna i zmienna. Na pewno
egzotyczna dla pewnego typu mężczyzn. Oczekiwanie spokoju i poczucia stabilizacji będzie stało w konflikcie z wewnętrzną Dziką Kobietą - silną, samodzielną, mało statyczną. Związkowo to niełatwe. Nie ma takiego mężczyzny, który mógłby mnie zdominować (ale na szczęście jest taki, który ma to w dupie).
Poprzez szukanie
pozytywów tego związku długo próbowałam pozbyć się goryczy z powodu
trudnego rozstania.
Bo z tego, że nie jesteśmy razem, cieszę się. Dzisiaj.
Na samą myśl o nim... czuję to, co on czuł i z powodu czego zdecydował się odejść. Widzę miłego zupełnie transparentnego chłopaka Bez.
To było dla niego trudne. A ja byłam zbyt blisko - oko w oko - ząb w ząb. Kompletnie nic z tej odległości nie widać.
Dużo wody w rzece przepłynęło zanim zaakceptowaliśmy prawdę. Ja przymusowo :)
Okazuję się kobietą bez klasy pisząc te przykre.
On miał szansę udowodnić swój brak klasy formą rozstania.
To wszystko, co się wydarzyło w przeszłości było jednak przecież zwykłym doświadczeniem niedoświadczonych dzieciaków. Oboje zbyt przejęci, przestraszeni, nieśmiali, niezdecydowani, przepełnieni romantycznymi ideałami. Po prostu Zbyt.
Kobieta staje się kobietą, a mężczyzna nabiera klasy, gdy doświadcza.
Staję się kobietą, a on na pewno mężczyzną. Każde z nas dojrzało kategorycznie seperując wspólne dusze.
Powyższy, jakże wykwintny, sms jest jedynym osobistym i szczerym, co od niego rzeczywiście otrzymałam (mogło go to nawet coś kosztować - w całej jego mentalnej oszczędności), jedynym co wtedy i dzisiaj rzeczywiście doceniłam i doceniam, co dotarło do głębi - niestety nie było tego wiele.
Taka jest prawda.
Ale jest ten sms. I chcę mu oddać sprawiedliwość.
rys. Mirosław BałkaProblem polega na tym, że rzeczywistym powodem tego posta jest bardzo banalne nawiązanie do tego sms. Problematyczne.
Często właśnie z tego powodu wracam do niego myślami.
Zdrapka napisał wtedy, że mam problem z tym bardziej przyziemnym wymiarem mojego życia i to wcale nie dlatego, że nie potrafię.
Otóż, choćbym bardzo chciała, to się nie sprawdza. I cała wiara, którą we mnie pokładał mój wieloletni ex chłopak (bardzo doświadczony w byciu moim ex), niestety nagminnie okazuje się daremna.
Znów to zrobiłam. Zgubiłam kartę kodów jednorazowych do konta internetowego. Przeszukałam wszystko.
Wczoraj natomiast zablokowałam bankowe konto internetowe, a chwilę później bankowy serwis telefoniczny, podając niepoprawnie numer klienta.
Po przymusowej wizycie w banku okazało się, że zablokowałam czyjeś konto, gdyż wyjściową informacją dla weryfikacji był owy zły numer klienta. [Przepraszam osobę z zablokowanym kontem.] Moje okazało się aktywne i bez problemu (po otrzymaniu w banku właściwego numeru klienta) zalogowałam się.
Niestety nie mogłam zrobić przelewu, bo zgubiłam gdzieś (nie Gdzieś, ale tu - obok, w domu) kartę z kodami.
Oszaleję.... Znów czeka mnie wizyta w banku.
Nadmienię tu, że te problemy się regularnie powtarzają.
Skrzynkę mejlową oraz konto skype blokuję nałogowo, będąc już bardzo wprawiona w odzyskiwaniu haseł i odpowiadaniu na pytania sprzed wielu lat.
Ostatnio zablokowałam kartę płatniczą - dokładnie w dniu obrony pracy magisterskiej, gdyż mój pin okazał się różnić dwoma cyframi od nowego kodu na domofonie. Kod oczywiście zapamiętałam - po jakimś czasie, ale moja pamięć do cyfr działa niestety na zasadzie zamiany danych -
stare prawie zawsze robią miejsce nowym.
Nie miałam jak zapłacić za taksówkę, którą już jechałam i w końcu - dzięki moim rodzicom, którzy przyjechali na moment przed obroną i zapłacili za mnie - dotarłam na miejsce 15 minut przed planowanym rozpoczęciem. Decyzja dotycząca ostatecznego kształtu działania była zatem bardzo intuicyjna. [Co, abstrahując od sytuacji, ma swoje dobre strony.]
Pomylenie pinu, zablokowanie karty płatniczej, konta internetowego, zagubienie kart kodów jednorazowych oraz haseł zdarzało mi się w ciągu ostatnich pięciu lat tak często, że moja świadomość zatrzymała się przy liczbie dwudziestu. Było ich więcej.
Ale najbardziej kłopotliwymi sytuacjami były te, kiedy raz zapomniałam pinu do karty podczas półrocznego pobytu w Anglii na stypendium, a drugi raz podczas kilkumiesięcznego stypendium w Chorwacji.
Za każdym razem były to sytuacje bardzo dramatyczne i ostateczne. Każda zakończyła się przymusowym zakładaniem konta bankowego w obcym kraju, co naprawdę nie jest proste. Po założeniu konta za każdym razem przychodził mi na ratunek moneybookers, bez którego naprawdę sytuacja zakończyłaby się wizytą w ambasadzie lub ucieczką autostopem do Polski.
Na szczęście wychodziłam z opresji cało, choć z wielokrotnym rumieńcem.
Przyznaję, że zapominam pinów, haseł, numerów telefonów, numerów klienta. Zapominam również dat. No tak już mam. I to wcale nie jest tak, że potrafię zapamiętać.
Tobie Zdrapko dziękuję za tamtego smsa, bo - jak już sobie o nim przypomniałam - to w sumie jesteśmy Policzeni. Bilans wychodzi na zero.
A ponieważ naprawdę kiepsko liczę: Wyszedł na zero. Jesteśmy sobie wyzerowani, przezroczyści - bez wycinania genitaliów.
Twój Król
u którego wciąż zbyt wiele żółci

P.S. Michał (?) Piróg, na pytanie Szymona Majewskiego
O co chodzi z tym całym chodzeniem z chłopakami?, odpowiedział:
Zazwyczaj jak gdzieś idę, to dochodzę.