
photo : Wilk
Długo myślałam o tym, że mam tu całkiem świeżutką szanse. Taką nowiuśką, wiecie, jak nowe rajstopki, których przeznaczeniem jest się porwać!Szanse po prostu. Żeby nabrać rozsądku, ogłady bla bla bla..
Dziś miałam bliskie spotkanie i od razu wylądowałam w kącie.
Różnica temperamentów? Nie wiem o co chodziło. Ci, którzy mnie przypadkiem znają, wiedzą że decybelowo nawet w Polsce mój śmiech bywał ponad normę.
Moi drodzy. Anglicy te normy mają gdzieś około pół ciszej. Bo oni są delikatni.
Nie uważam, żeby artyści byli jakimiś świętymi krowami, którym należy schodzić z drogi, a najlepiej to jeszcze w ciszy i spokoju z opuszczoną głową skrycie kontemplować ich łaskawe przechodzenie przed twoim niegodnym obliczem. Sądzę również, że czasy, w których galerie były miejscami świętych przebywania, minęły. Wręcz przeciwnie, myślę, że czas się w Końcu odczarować.
Decybele mojego śmiechu zakłóciły dziś świętych przebywanie. Nie. To nie było czcigodne ich występowanie. A przerwa pomiędzy prezentacjami, kiedy wszyscy mniej czcigodnie zapijali swe najmniej czcigodne gardła. A ja pomagałam Szanownej Koleżance Bliźniaczojęzycznej zrobić zdjęcia na jutrzejszą prezentacje.
No i co z tego, że śmiesznie wyszła/m i się zaśmiałam rubasznie?! Ja się tam cieszę jak ludzie się cieszą!
photo: Aga Prygiel
P.S. Pisze do Ciebie, ale jeszcze poczekasz na publikację chwilę, bo mam 3 strony wspomnień z samolotu i dworca, pierwszych zjawisk angielskopokracznych i innych.. Ale się spiąć muszę i to ubrać w surducik, żeby później nie było, że nie wiadomo o co mi chodzi.
Nie wiem, ale dziwna Anglia! I póki co po prostu nadęta! Ojej!
P.S.1 Zawsze myślałam o sobie jako o spokojnej. Takiej co siedzi w kącie i więcej patrzy niż gdera. ALE JA JEDNAK GDERAM.....
