Szukaj na tym blogu

29 lutego 2008

o ciszy i o czasie

Po raz kolejny na mojej drodze stanął performance Johna Cage'a "4'33 ".
Myślę, że ten utwór, czy nazwiemy go muzyczym czy nie, zawsze nosił piętno skończoności.

Przez długi czas wręcz pragnęłam tam zobaczyć bezmiar. Pytałam siebie o powody takiego działania i zawsze satysfakcjonowała mnie odpowiedź. Nie było w niej bezmiaru, ale jakieś granice do przekroczenia.

Dziś zdałam sobie sprawę jak ważny element stanowi granica, której przekroczyć się nie da.

4 minuty 33 sekundy.

4 min 33 sekundy szansy, aby spróbować usłyszeć. Tylko tyle dostajemy.

Wczoraj jeden z wykładowców (Rob Gawthrop) podkreślił wielokrotnie, że my odzwyczajamy się słyszeć już jako dzieci. Proces odzwyczajania trwa przez całe życie, aby być może gdzieś przy jego koncu się odwrócić.

Zwykle nie słyszymy. Pamiętam scenę z takiego głupawego filmu "Bruce Wszechmogący" z Jimem Carrey'em, kiedy on zaczyna nagle wszystko słyszeć, wszystkie narzekania ludzi, wszystkie ich prośby, bliższe i dalsze dźwięki i pada na podłogę zakrywając uszy. Nawet jeśli to niedokładnie tak było, nie ważne.

Słuch absolutny by nas zabił.


Słuchałam dziś utworu Cage'a kilka razy w dostępnych mi wykonaniach.
Jeśli chcesz, można go prosto znaleźć.

Gdy mija 4 minuta 33 sekunda, i znów przestaje słyszeć, czas i cisza zdają się grać w tą samą grę.