Nowy post ma brzmienie zmianowe i w porywach zmienne.
Przeprowadziłam swój zacny tyłeczek w bezdzietne miejsce w lesie, ale z internetem. Zmiana dzieciatej ulicy w zadupnym miasteczku na las, nie może mi wyjść na dobre, ale chociaż przed frontowymi drzwiami mam niezwykle wyruchliwą ulicę i korki o trzeciej, bo to wlot do zadupnego miasteczka.
Las jest cichy za ogrodem, a front głośny, żeby nie było za bardzo zadupnie.
To ja.
Mieszkam na strychu w pokoju z oknem na Polskę, czyli w niebo.
Proszę race i fajer wery oszczędzać na wypadek wypadku.
Przylatuję tym niebem 26. kwietnia, żeby się wysłać do Chorwacji w następnym roku programem CEEPUS, wierząc że Zagrzeb ma mi więcej do zaoferowania, a na pewno krótsze stypendium. Dobry pomysł?
Tylko jak do niego przekonać szanowne żyri kastingu na najlepszego kandydata...?
Po prostu tam stanę i powiem, że przyleciałam z Anglii żeby powiedzieć, że są mi to winni po tym Dartington College of Arts. Dobry pomysł?
Ja też tak myślę.
Zatem proszę mi pomóc.
Poza tym byłam w zamku w Berry Pomeroy. Rowerem! Wszystkie zdobycze można oczywiście obejrzeć na http://picasaweb.google.pl/szemkela Powiem tylko, że czułam się żywcem wzięta z Władcy Pierścieni... A jeszcze mam tu Kumpla, który wygląda jak Frodo, tylko jest rudy gruby i ma na imię Fred, co nie przeszkadza, więc możemy nagrywać.
Co jeszcze w życiu Karoliny Ka.? Z trwogą w sercu czekam na poniedziałkowy dzień próbny w THE BRIOCHE cafe...
Co muszę wiedzieć, żeby nie wyjść na mychę zza miotły jak ostatnim razem? Pytam.
Zaczynają się też przewspaniałe zajęcia na przewspaniałej uczelni, zatem trzeba by się zaszyć.
Co planuję na przyszłość? Wziąć udział może w http://www.liveartfalmouth.com skoro już moja szkoła się 'kończy' i wszyscy siku w spodniach, bo w drodze przenosiny do Falmouth... Czemu by tam nie pojechać? Jak tu tak nudno, to może i dobrze tak zmienić stan. A to Kornwalia więc miut zupełny.
Chcę byś laseczką z baru na plaży, w angielskim ukropie nalewając piwo prosto do buzi.
Trwają starania, abym mogła w bikini całe lato.
Zapałka może przyjedzie z brudnej Łodzi współtowarzyszyć.
Zapomniałam o najważniejszym! Podróż mojego życia z mężczyzną mojego życia, którym się właśnie okazuje! Nie to, że się okazuje przez tą podróż życia, ale życie okazuje nam łaskę, to my okazujemy ją sobie nawzajem. Nie to żeby to jakaś nowość. Bo okazujemy ją sobie już siódmy rok. Z przerwami. Ale podróż ma być spełnieniem marzeń! Więc nie o przerwach tylko do rzeczy!
On mnie odbierze motocyklem z Kanału
La Manche ;) przejedziemy przez Francję, bo chcemy zobaczyć Paryż i Marsylie, a później do Hiszpanii. Wzdłuż wschodniego wybrzeża przez Barcelonę, bo celem jest Gibraltar! Wiecie, że to Anglia nawiasem mówiąc? No może nie zupełnie, ale oni zadecydowali w referendum, że chcą być Wielką Brytanią. Słodkie nie? I po angielsku mówią urzędowo, będąc w Hiszpanii przecież :)
Może wrócimy zachodnim wybrzeżem Hiszpanii, bo luby chce Portugalii. Chce też postawić nogę w Afryce, więc śmigniemy do Maroka na jeden dzień. Ha i co myślicie? Mówiłam, że podróż życia?
Może będę mimem po drodze tak, żeby dorobić trochę grosza. W Barcelonie uwielbiają, a ja mam tu sklep z sukniami z początku dwudziestego wieku. Przygoda będzie.
Przeprowadziłam swój zacny tyłeczek w bezdzietne miejsce w lesie, ale z internetem. Zmiana dzieciatej ulicy w zadupnym miasteczku na las, nie może mi wyjść na dobre, ale chociaż przed frontowymi drzwiami mam niezwykle wyruchliwą ulicę i korki o trzeciej, bo to wlot do zadupnego miasteczka.
Las jest cichy za ogrodem, a front głośny, żeby nie było za bardzo zadupnie.
To ja.
Mieszkam na strychu w pokoju z oknem na Polskę, czyli w niebo.
Proszę race i fajer wery oszczędzać na wypadek wypadku.
Przylatuję tym niebem 26. kwietnia, żeby się wysłać do Chorwacji w następnym roku programem CEEPUS, wierząc że Zagrzeb ma mi więcej do zaoferowania, a na pewno krótsze stypendium. Dobry pomysł?
Tylko jak do niego przekonać szanowne żyri kastingu na najlepszego kandydata...?
Po prostu tam stanę i powiem, że przyleciałam z Anglii żeby powiedzieć, że są mi to winni po tym Dartington College of Arts. Dobry pomysł?
Ja też tak myślę.
Zatem proszę mi pomóc.
Poza tym byłam w zamku w Berry Pomeroy. Rowerem! Wszystkie zdobycze można oczywiście obejrzeć na http://picasaweb.google.pl/szemkela Powiem tylko, że czułam się żywcem wzięta z Władcy Pierścieni... A jeszcze mam tu Kumpla, który wygląda jak Frodo, tylko jest rudy gruby i ma na imię Fred, co nie przeszkadza, więc możemy nagrywać.
Co jeszcze w życiu Karoliny Ka.? Z trwogą w sercu czekam na poniedziałkowy dzień próbny w THE BRIOCHE cafe...
Co muszę wiedzieć, żeby nie wyjść na mychę zza miotły jak ostatnim razem? Pytam.
Zaczynają się też przewspaniałe zajęcia na przewspaniałej uczelni, zatem trzeba by się zaszyć.
Co planuję na przyszłość? Wziąć udział może w http://www.liveartfalmouth.com skoro już moja szkoła się 'kończy' i wszyscy siku w spodniach, bo w drodze przenosiny do Falmouth... Czemu by tam nie pojechać? Jak tu tak nudno, to może i dobrze tak zmienić stan. A to Kornwalia więc miut zupełny.
Chcę byś laseczką z baru na plaży, w angielskim ukropie nalewając piwo prosto do buzi.
Trwają starania, abym mogła w bikini całe lato.
Zapałka może przyjedzie z brudnej Łodzi współtowarzyszyć.
Zapomniałam o najważniejszym! Podróż mojego życia z mężczyzną mojego życia, którym się właśnie okazuje! Nie to, że się okazuje przez tą podróż życia, ale życie okazuje nam łaskę, to my okazujemy ją sobie nawzajem. Nie to żeby to jakaś nowość. Bo okazujemy ją sobie już siódmy rok. Z przerwami. Ale podróż ma być spełnieniem marzeń! Więc nie o przerwach tylko do rzeczy!
On mnie odbierze motocyklem z Kanału
La Manche ;) przejedziemy przez Francję, bo chcemy zobaczyć Paryż i Marsylie, a później do Hiszpanii. Wzdłuż wschodniego wybrzeża przez Barcelonę, bo celem jest Gibraltar! Wiecie, że to Anglia nawiasem mówiąc? No może nie zupełnie, ale oni zadecydowali w referendum, że chcą być Wielką Brytanią. Słodkie nie? I po angielsku mówią urzędowo, będąc w Hiszpanii przecież :)
Może wrócimy zachodnim wybrzeżem Hiszpanii, bo luby chce Portugalii. Chce też postawić nogę w Afryce, więc śmigniemy do Maroka na jeden dzień. Ha i co myślicie? Mówiłam, że podróż życia?
Może będę mimem po drodze tak, żeby dorobić trochę grosza. W Barcelonie uwielbiają, a ja mam tu sklep z sukniami z początku dwudziestego wieku. Przygoda będzie.

Narazie to muszę się zająć układaniem w kolejności widelców w myślach, bo jak będę bezrobotna jeszcze dwa tygodnie, to karnie wrócę z podwiniętym ogonem, który na pewno nie zobaczy żadnego Gibraltaru. A na pewno zobaczy groźną minę Pani Z Dziekanatu, która wykopnie z niezaliczonym semestrem aż za drzwi.