Szukaj na tym blogu

24 maja 2008

dokumentacje... o dziewiątej rano po całej nocy, więc do pracy poszłam bez wahania. I pracowałam do czwartej dwadzieścia pięć kawę robiąc zamiast sztu

Jestem jaka byłam. Podła. Byłam na dyskotece właśnie. Półtorej godziny. Ale historia jest dłuższa. Wczoraj tyzyny 22. maja przedwczoraj pracowałam 12 godzin przy kupach bez przerwy i wróciłam do domu i pomyślałam o mamie i skończyłam dokumentacje... o dziewiątej rano po całej nocy, więc do pracy poszłam bez wahania. I pracowałam do czwartej dwadzieścia pięć kawę robiąc zamiast sztuki, ale miałam rower więc mówię zdążę, a mnie Sajmon puścić nie chciał szef zły. Wypedałowałam dziesięć minut, biblioteka te sprawy druki, było piętnaście po piątej. Zamknięte biuro. Tydzień jestem w plec znów. Mogę we wtorek, bo mają święta. Poległam ale zrobiłam. Wszystko było źle, a szef mnie już nie lubi. Wściekł się dzisiaj, bo wciąż nie wiem jak się jego smoothies robi, a ja mu wypomniałam, bo mi ukradł godzinę w poprzednim tygodniu. Nie zdążyłam się zdać, ale widzę że to powoli traci sens, bo mi każą w październiku zaliczać. Więc planowany powrót się może wyciągnąć. Eh. I po dwunastu godzinach, niedotkniętym w nocy łóżku i kafe do piątej dwadzieścia pięć i walkami drukarskimi, postanowiłam iść na dyskotekę. Dyskoteka bo Rumunia wraca do domu. Siedzę właśnie w domu, bo jutro do pracy na dziesiątą. Nie wiem jak się nazywam i wyzywam. Luby milczy, a ja kocham. An gdyby nie Ty zapomniałabym, że ktoś w Polsce jeszcze istnieje.