Dzisiejszy dzień okrasił mnie swoim mrozem i kilkudziesięciominutowymi przystankowymi westchnieniami. Tak mi się kojarzysz Zdrapko. Z czekaniem. Z dopowiadaniem, że trzeba czekać, bo jak zrezygnujesz i wyjdziesz za róg, to kierowca z tramwajem na pewno się zjawi. Czeka się dziesięć minut cierpliwie, a potem co minutę nos w horyzont.
Nie trzeba czekać, nie trzeba się tak radykalnie starać i zabiegać, udawać kogoś, kim się nie jest, wciąż na palcach stąpać i czuć się niekochanym.
To jest tak smutna historia, bo ja nie mam czego dobrego wspominać.
Wieloletnie nieporozumienie...
Wiele lat się nie porozumiewaliśmy przecież, jak nie porozumiewają się wieloletnie małżeństwa.
Żadna to rzeź, ani masakra. Nie ma konsekwencji dla ekosystemu. Nie było huku galaktycznego, tylko szept w plecy.
A ja sobie śpiewam piosenki, bo już wypada. A to dobra piosenka.