Spotkałam Zdrapkę z Przepiórką. Wyglądali przygnębiająco. I na zdjęciu. Ale mocno razem, a ja nie mogę się wycofać z powiedzenia w maju zeszłego roku, że już widzę ich dzieci.
To nie jestem ja tu. Kaczy chód z tego bloga, w życiu jest lekkim tańcem ponad chodnikami. To tylko słowa. Przezroczysta historia o tym, że kocha się zawsze tego samego i zawsze nie w porę. Ludzie na szczęście wymyślili tak wspaniałe inne rodzaje uczuć!
Wciąż się zastanawiam kto tu trafia. To taka smutna opowieść szemkeli. Pokracznej samozwańczej anielicy - dojrzewającej dopiero żeby spojrzeć w lustro. Docenić siebie. Wciąż zbyt bardzo zależnej, zbyt poważnej. Wciąż zbyt przywiązanej do lekceważenia. Już nie dziewczyna, a jeszcze nie kobieta. Tak śpiewała przed laty Britney Spears.
Idźcie gdzieś, gdzie jest weselej. No już.