Wiedziałam, że wilgocią zaszło. A suszone były gromadnie trzy lata pełne słońca.
Jak napisać pracę o przezroczystości, skoro to problem artystyczny?
Pojawiam się i znikam wokoło szumnie drżę.
Wilgocią błogo pachnie. Zima lata.
Czy zawsze musimy być o czymś skoro słowa same perforują i migoczą zamieniając przyszłość w przeszłość bez żadnego dźwięku w akustycznym niebie. Nic nie pozostaje bez znaczenia, a jednocześnie samo znaczenie pozostaje bez wartości. Samo - bezcenne.
Stoję w szkole. Piszę swojego bloga, a Pani Dziekan przychodzi i jest miła, proponuje mój dyplom na konkurs. Nic nie wie. Nie zna mnie, niczego nie rozumie.
Pędzi intuicyjnie zbierając owoce do swojego koszyka, ma nadzieję na owocne zbiory.
A ja nie jestem żadnym zbiorem, wytworem, przetworem. Nie ma mnie nikt. Pozakrywałam poblokowałam dostępy. Korytarze wypchane są pierzynami. A ja bardzo tkliwa. W embrionie z pierzyny. Niecierpliwa.
Wciąż poważna. Z punkowym chaosem i spinaczem dotyczącym spraw bieżących.
Pozdrawiam Was. Kimkolwiek jesteście. Słowami, które są tak małego znaczenia.
