Szukaj na tym blogu

29 maja 2010

indie...

Przerwa w pracy czyli przeprowadzka: upał
Źródło:
27 maja 2010 09:14



Najgorzej jest tak między 11.00 a 16.00. Nie da się wtedy robić nic poza leżeniem i czekaniem na wieczór, choć wieczór i noc nie przynoszą jakiejś drastycznej ulgi.

Temperatura spada wtedy co prawda o jakieś 15-20 stopni, ale nadal jest 30 stopni na plusie. Tak – 30 stopni w nocy. A w dzień? Varanasi – 47. Agra 48. Jaipur – 45. Puskar i Bundi – 50. Pięćdziesiąt stopni!

Czegoś takiego jak teraz w Indiach nie przeżyliśmy nigdy. Taką temperaturę trudno opisać. To po prostu piekło. Gorąco jest wszędzie i gorące jest wszystko.

Mango kupione na straganie parzy w rękę. Szampon w łazience ma temperaturę niedawno zaparzonej herbaty. Gumowe klapki-japonki miękną pod stopami. W zimnej butelce wody zostawionej na kilkunaście minut na słońcu można parzyć kawę. Pod prysznicem, z obu kurków, leci gorąca woda.
Powiew powietrza, który przy normalnych – takich do 35 stopni – upałach przyniósłby ulgę, tutaj odczuwa się jakby ktoś machał nam przy twarzy rozpaloną do czerwoności pochodnią. Jest przeraźliwie gorąco.

Rikszarze śpią w cieniu, sklepikarze śpią na podłogach swoich sklepików, na ulicach ludzie z twarzami zawiniętymi dokładnie w chusty chroniące ich przed słońcem. Wszyscy wyraźnie mają dosyć upałów.