Szukaj na tym blogu

17 maja 2008

Chyba nie ma odpowiedzi, nie wiadomo co jest dobrem, a co złem.

Pisze do mnie Jarzębinowe Wzgórze w peesie listu, w którym też mówi, że mnie jednak nie chcą wysiudać z mieszkania, tylko się martwią o pieniądze i moje zmienne plany:
  • Co do S. Czasami też się zastanawiam... Ile ludzkie serce wytrzymuje, ile organizm jest w stanie znieść, czasami tak sie B. sami zastanawiamy, czy kolejna kłótnia, czy kolejne nieprzyjemne słowa nie psują czegoś między nami...Nie wiem, czy ludzie w parze są w stanie się wzmocnić takimi przykrymi przejściami, czy to czegoś nie psuje....... Sama nie wiem, życie to pokaże, tylko że wtedy już może być za późno....... Wiem, że relacja męsko - damska inaczej wygląda niż relacja rodzinna, ale to jest dziwne, jak sie tyle kłóciłam z moja mamą, tak bardzo ostro, że wrzeszczałyśmy na siebie, potem obydwie płakałyśmy, ale jak by nie było - mama zawsze pozostaje moją mamą, zawsze mi wybaczy i ja jej, więc czemu miało by być inaczej między kobietą i mężczyzną... Którzy nadal się kochają..... Nie wiem jak to S. wszystko odczuwa, może nie ma siły jeszcze raz tobie zaufać, lecz sama powiedziałaś, że on też ciebie nie traktował zawsze dobrze, prawda? Przecież nie może tak być, że to tylko ty jesteś symbolicznym winowajcą? Wszystko ma swoje powody. Nie wiem. Może powinnaś mu pozwolić odejść. Może znajdziesz kogoś, kto da sobie radę z twoimi słabościami i wybrykami.... Sama nie wiem. Dla mnie te sprawy miłosne staja się coraz bardziej niewytłumaczalne i trudne... To jak pejzaż, jak jakieś terytorium, gdzie człowiek jest całkowicie bezbronny, nie ma mapy, nie ma kompasu i nie wie jak się przemieszczać. Chyba nie ma odpowiedzi, nie wiadomo co jest dobrem, a co złem.
Czuję, że S. chce po prostu normalnie spokojnie żyć. Bez takich wariactw i niepewności. Że myśli o kimś. Kimś innym niż ja. Kimś ani lepszym ani gorszym, tylko innym.
Jarzębinowe Moje! Nie mogę go o to winić, ale pęka mi serce.. Nie jem, nie śpię..

Najgorsze, że jestem tak daleko, że nie mogę nawet zapukać do jego okna. Powiedzieć : przepraszam.
Oboje popełnialiśmy błędy, ale moje błędy ze względu, że jestem jaka jestem, są jaskrawsze. I zdają się być o wiele bardziej bezlitosne.
On jest inny. Wyciszony. Do środka. On mnie potrafił zabijać po cichu. Powoli. I tylko czasami. Aż nie wytrzymywałam i gdy ja odchodziłam, głośno trzaskałam drzwiami. Głośno, bym sama mogła o tym długo pamiętać. A to boli.
Myślę, że to spawa właśnie hałasu.
Tylko, że ja wciąż mu wierzę i będę czekać.