Nie chcę pozwalać mu odejść. Chciałabym znaleźć powód, w który uwierzy. Świadka, który mu powie. Kogoś, kto go przekona. Ból niemal fizyczny jest fizyczny. Moje oczy zniknęły. Nie ruszam się odkąd przyszłam z pracy. Wczoraj. Nie jestem głodna. Nie jestem nic. Śniło mi się, że padał deszcz i cała jestem mokra. I się zaczynam robić zielona... Nie wiem, co się jeszcze wydarzy w moim życiu i czy już zawsze będę tęsknić. Bo prawie go sobie stworzyłam. I go czuję, nawet jeśli on nie chce, bym czuła. Czuję gdzieś pod lewym łokciem każdy jego ruch. Leworęczny. Tu się skupia cała uwaga. Piję z nim herbatę w szklanym zielonawym kubku. Odbieram telefon, gdzie nigdy nie byłam na tapecie. Kapcie zsuwam skórzane, by założyć brązowe buty. Wrzucam czarno biały plecak szybko na jedno ramię. Chowam suszarkę po porannym suszeniu włosów, przeczesuję je jeszcze palcami przed wyjściem. I wychodzę w zielonych majtkach, które dostałam od siebie. Kolory widzę tym łokciem.