Bardzo się sprzedałam. Ostatnio Oddałam się w łapska Internetu i zaufałam. Poświęciłam wiele czasu mojej klawiaturze, która pożarła moją energię. O Londynie powinnam napisać po samym powrocie, ale bałam się braku dystansu i zrobienia z siebie kretynki, która z prowincji wyrwała się do stolicy.
Ale Londyn ma silnik. Muszę o tym napisać, bo świat musi wiedzieć. Silnik, który nakręca każdy tryb w każdej części twojego ciała. Oglądaliście Park Jurajski? W pierwszej części pojawił się motyw zabrania z DNA dinozaurów pewnego składnika, który dostarczany był z pokarmem, a bez którego nie mogłyby żyć. To było takie zabezpieczenie na wypadek, gdyby dinozaury wydostały się z wyspy. Nie wiem co ma Londyn. Londyn ma siłę.
Opiekował się mną tam stary młody przyjaciel, który po kilku miesiącach na obczyźnie okazał się być skinheadem. Chwała mu za to. Jest wciąż miły i szczęśliwy, a przede wszystkim -bardzo w to wierzę- niegroźny. Wziął mnie pod swój londyński płaszczyk i przemycił do podziemia. I Karolina oszalała. Możecie się domyślić, że mało widziałam zabytków, ale za to jaki Londyn! Totalny underground życiowy! I choć ja za andergrałdowa nie jestem, zaczarowałam się. Zaraz powiem dlaczego. Pomimo, że oczywiście zahaczyłam o squotowisko i kilku miłych pijaków, spotkałam szczęśliwych ludzi. Ale szczęśliwych, którzy mówią: 'Londyn jak żadne inne miejsce daje energię i wiele rzeczy za darmo'. Trzeba się zainteresować. Kiedyś miałam takie marzenie, by mnie ktoś porwał i pokazał miasto za darmo. Żeby się jasno wyrazić i nie bełkotać jak często... Kuchenne drzwi. Koncertów. Kin. Małych i dużych Miejsc. Kuchenne drzwi istnieją, tylko trzeba w nie zapukać. Zobaczyłam Londyn, w którym ludzie nie muszą odkładać pieniędzy, w którym ludzie po prostu żyją. Jest drogo, śmierdzi tłumem z wieloma możliwościami do nadepnięcia na palec i zegarkiem, który często się spieszy, jeśli go wcześniej nie ukradną. Na wszystko: zgoda. To wszystko też wiedziałam o Londynie zanim tam pojechałam, więc nie jechałam jakoś szczególnie posikana. Jak jechałam późno wieczornym pociągiem do mojego Totnes słyszałam silnik we własnym sercu, czułam że coś dziwnego dzieje się mi pod skórą i to bez narkotyków! Czułam energię, po którą się nawet nie schyliłam. Londyn zaraża. Jak Berlin. Berlin to wciąż najbardziej niezwykłe miejsce jakie odwiedziłam, ale ma jeden wielki minus: ludzie mówią tam tym zeszwarcniałym niemieckim, którego ja osobiście nie wytoleruję. Londyn jest angielski. Londyn ma artystów. Londyn ma po prostu potencjał, którego Warszawie brakuje. Rozumiem teraz dlaczego stary przyjaciel Lechu zbiera cały rok monetki, by móc odwiedzić Paryż choć raz na dwa lata. Przecież nie mówi po francusku. Przecież Francuzi są jacyś tacy... francuscy. Lech Loffo Landecki odnalazł tam to, czego szukał przez całe życie przemierzając poetyckim krokiem wszechświat. Inspiracje. Natchnienie. Te nadmuchane słowa docierają do mnie zgrzytem. Dlaczego? Bo myślałam, że to tylko bajanie pseudoartystyczne. Otóż... Ja na przykład natchnienia nie mam. Zero impulsów, inspiracji. Nie tylko do sztuki, ale do życia. Świat małomiasteczkowej Anglii jest jakby źle skrojony. Jestem tu i chodzę. Ale szwy w jednych miejscach puszczają, by w innych sterczeć. Tak się jakoś tu czuję źle skrojona.Zostawiłam sobie wiele na następny raz. Wszystko Wysoki Sądzie. Bo mnie z Tate Modern wygonili po pięciu godzinach na ekspozycji stałej. Bo mi się czas tam tak miło skurczył. Ale jak ja się nim upajałam. Czułam go. Dookoła. Świadomość czasu w Londynie potrafi zadziwić. Słońce tam wskakuje rano na ten błękit zachmurny, by wyskoczyć wieczorem. A ja spacerowałam powolutku wzdłuż Tamizy... Pomimo że przecież tak wiele do zobaczenia! Krok. za. krokiem. lewą stroną rzeki, gdzie deptak kilkuletni dopiero leży. Tą brzydszą stroną... Miałam wkładki w butach z cierpliwości i świadomości szwędania. Wyszwędałam ten Londyn szlachetny. Bez pośpiechu. Londyn jest niewiarygodny w tym, jak ludzie marnując czas, potrafią z niego korzystać. Metra, autobusy są wypełnione ludźmi przestrojonymi na 'enjoy'>korzystanie, cieszenie się chwilą bezużyteczną. Pełno książek, telefonów do mam, rysunków na bilecie, podrywania dziewczyn, zabawy z dzieckiem, notatek z wykładów, przesznurowywanych butów, bo coś źle było, a kiedy to zmienić...
Moi drodzy. Pełen luz. Pełen spokój. W Poznaniu usłyszałabym z dwieście kurw w takich korkach jak tam były. Londyn ma inną energię. Nie z tej Ziemi. Nie z naszej Ziemi.
Lu mi kiedyś powiedziała, że 'może jeśli są tylko łatwe wybory, to oznacza, że mało ciekawe życie prowadzisz i mało ciekawych ludzi poznajesz. Może trzeba dokonywać wyborów na teraz a może na całe życie...'