Szukaj na tym blogu

18 maja 2008

Rosemary 'szybko' biegnie do pokoju męża....

Sprawy u mnie mają się następująco: niewiele się zmieniło od wczoraj.

Mam miesiąc poślizgu z dokumentacją i grożą mi różne takie restrykcje. W sumie ostatecznie mnie wywalą pewnie. Ale ja lubię ryzyko i adrenalinkę. Czuję, że żyję tylko jak jestem pod presją. Mogłabym tak pod presją... Żartuję ;)
Oby ta presja spowodowała, że wyjdę z opresji.

Luby się odezwał. Ale nic więcej. Po prostu się odezwał. Pewnie przeżywa oczyszczenie duchowe. Ja się próbuję zająć zajęciami.














Byłam dziś w pracy. Kilka godzin. W tej drugiej. Pierwszą pracę mam w środy i piątki póki co. Tu będę trzy razy w tygodniu. Ale za to pełną dniówkę. Płacą mi 5,60 na godzinę i ja się wciąż łudzę, że to na rękę chociaż. Nie jest źle jak na jamajską Polkę z kiepskawym wciąż angielskim i to jeszcze wśród przygłuchych Angielek.
Wydaje mi się wręcz, że to miejsce w sam raz dla mnie. Ja ich nie rozumiem, bo nie noszą czasem zębów. A one mnie już wcale, bo słowa, których używam, nie są w ich głowach, a raczej istnieją jako brzmiące lekko inaczej. Do tego są głuche, więc ja tą moją kiepską gramatykę wykrzykuję w wniebogłosy i wstydzę się potrójnie. Reszta personelu na pewno się ze mnie nabija, ale na szczęście rezydenci mają demencję. Połowa, po moim przedstawieniu się jedynie, jest w stanie określić, z której części Polski jestem. I to wcale nie dlatego, że tak wielu Polaków spotkali w ciągu ostatnich lat, bo dla nich jest wciąż 1950, ale dlatego, że po wojnie zamieszkało tu wiele polskich rodzin. Zatem wyobraźcie sobie moje zaskoczenie.
Faktem jest, że nie rozumiem ich, bo usta na starość się jakoś kurczą i wszystko wpada nagle do środka, ale za to jest tu kilka nauczycielek angielskiego, więc mają swoją drugą młodość poprawiając moją wymowę. Śmiesznie na moją wykrzyczaną błędną gramatykę usłyszeć odkrzyk z korektą. Wszyscy dookoła wiedzą o co mi chodzi. Jeśli w ogóle słyszą ;) Najczęściej ja jestem ich pamięcią, a oni moją wiedzą. No może jeszcze nie pamięcią, ale ja wiem kogo zapytać, w którym pokoju mieszkają, a oni znają ten wielki dom i wiedzą, w którą stronę iść.
Ale muszę przyznać, że to niezwykłe miejsce. Ludzie są tam szczęśliwi. A to chyba rzadkie w tego typu miejscach, prawda? Myślę, że to nawet jakiś rodzaj szczęścia, czy zrządzenia losu, że tam trafiłam. Nie dość, że jest po drugiej stronie ulicy, więc mogę w sumie chodzić tam w kapciach, to jeszcze w dobrym momencie mojego życia. Bo tak naprawdę nie jest ważne, czy oni mnie rozumieją. Nie ważne, że chybiam wielokrotnie próbując wymówić jedno słowo i że kilka 'dziewcząt' już sobie ze mnie robi żarty i udaje, że nic nie rozumie, czekając na reakcję. Najważniejsze, że czuję się tam potrzebna. A ja lubię jak ludzie mnie potrzebują. Najważniejsza w tym wszystkim jest obecność. Rozmowa. Nawet jeśli ja niegramatycznie krzyczę, a oni nie mają zębów.
To jest niesamowite, jak cieszy ich mój uśmiech. Który oczywiście jest spowodowany tym, że nie wszystko rozumiem. Cieszą się, że ktoś im towarzyszy na spacerze, że mają się do kogo odezwać, że jest ktoś, kto potrzyma ich za rękę albo włączy rock&rolla, jak mają się ochotę pobujać na stojąco, święcie przekonane (bo to najczęściej dziewczyny), że tańczą wygibasy.
Byłam dziś na spacerze z Jane. Jane była smutna, bo jej postępująca demencja niestety zabrała jej możliwość samodzielnych spacerów. Ona lubiła się gubić, wiecie?
Opowiem wam to wszystko, bo naprawdę oni mają świetne, choć nie 'najświeższe' plotki! Mieszka tam małżeństwo. A w sumie eksmałżonkowie. Rozwód jest w toku. Po sześćdziesięciu latach małżeństwa Kahene wybrał nowy samochód, a nie najdroższą żonę. Więc puściła go z torbami. To są tzw. 'lepsi ludzie' tam, bo mają dużo pieniędzy, więc i własne osobne mieszkania. Świetne te mieszkania apropo! Dwójką z czwórki jest właśnie ta rozwodząca się para. Całe pieniądze dostała ona, on ma za to swój samochód. Samochód jest czerwony i to nie ferrari, a zadaszony wózek inwalidzki najwyższej klasy! Wygląda jak mercedes i nawet nie wiem, czy to nie Mercedes je produkuje... Ale ja nie jestem od tego.
W każdym razie wynajęła najlepszych prawników, którzy zostawili faceta bez niczego. To ona opłaca jego pobyt w tym Domu Spokojnej Starości nawet! Na dodatek: nie chce go widzieć na oczy! Więc wszystko jest temu podporządkowane.W tym domu mieszkają 42 osoby i wszyscy dostosowali się do sytuacji bez słowa. Najsmutniejsze dla mnie jest to, że on podupada na zdrowiu. Po 60 latach małżeństwa sam sobie podupada na zdrowiu w samotności, ale z telewizorem na pół pokoju i ze złotym sygnetem na palcu.
Jest też Rosemary. Rosemary lubi mężczyzn. Nic nie pamięta, bo jej głowa nie działa jak dawniej. Ale gdy tylko jakaś żona wychodzi przez frontowe drzwi kończąc odwiedziny, Rosemary 'szybko' biegnie do pokoju męża. Nie swojego rzecz jasna. Spędza w tych pokojach prawie całe dnie. I tylko u tych żonatych.

Bardzo mi tam dobrze. I daje mi wiele szczęścia pomaganie innym. Ale jeszcze nie widziałam żadnej kupy ;)

Piszę to wszystko, bo nie będę tego pamiętała. A obraz tańczących w kółeczku w rytm rock&rolla osiemdziesięciolatek chciałabym, by pozostał ze mną na zawsze.






Pokazuję ten film, czy też klip, bo zawsze jak siedzę w wannie, to jestem tak zachwycona tak, że chciałabym ze wszystkiego robić sztukę. Ale zawsze jestem też przekonana, że to inspiracja nie tylko dla mnie, a w tym temacie nie mam jakiegoś indywidualnego zdania, a tym bardziej górnolotnego. Co nie znaczy, że to, które pokazuje, jest górnolotne.
A to Virgins Deluxe Edition, bo do mnie napisały przypadkiem mejla, a to wideło ma niezły początek i sprzedany koniec. Tak dla rozpoznania co myślicie, bo że głupawe, to wszyscy wiedzą. Możecie ich poszukać zawsze na jutubie albo majspejsie. Ogólnie to szurnięte zdrowo dziewuchy. Hehe, ale to w końcu projekt artystyczny studentek ASP, więc się dzielę sztuką!