Byłam pod prysznicem. I tym razem nic nie chciałam. Tym bardziej robić sztuki. Ale nie płakałam. Luby przysłał trochę życia tuż przed prysznicem. I jakiś taki spokojny niewiarygodnie był... Zapytał jak tam sobie radzę, więc odpowiedziałam. Chyba nie chciał wiedzieć. Powiedziałam na koniec, że spróbuję zrobić tą dokumentację, upamiętniając tym samym jego odezwiny, ale właśnie mi powietrze zeszło i znów mi po prostu smutno. I bardzo boję się, co będzie później. Kiedy później? Po tym jak już zostanę sama i tylko pustka się będzie wwiercać na mój onlajn. Czy to nie jest zawsze tak, że jak się jest młodym, to się myśli, że Ci wszystko wolno i masz jeszcze tak cholernie dużo czasu na wszystko? Że masz czas na miłość do niego i do dziecka, i jeszcze żeby jego i dziecko urodzić? Że zdążysz udowodnić rodzicom, że ich kochasz, a do tego, że jesteś najlepsza; tylko musisz najpierw zapracować; więc zdążysz jeszcze spędzić z nimi dużo czasu, ale w ten weekend musisz zostać w pracy...? Że Twoja skóra jeszcze długo pozostanie taka gładka, a siwy włos jest wydarzeniem, bo jest jedyny? Czy to nie jest czasami tak, że za chwilę już na wszystko będzie za późno, a ja będę stara i nic już? Że natura taka jest, że człowiek się łączy w pary, gdy można go jeszcze podziwiać, by później można było już tylko razem, w parze, podziwiać naturę? Ja już nie mam w sobie zapału nastolatki, żeby podbijać i łamać serca. Moja Biologia mi mówi póki co, że dieta angielska powoduje krwawienie moich dziąseł, a to nie za dobrze... Ja bym chciała jeszcze zaszaleć i podskoczyć wyżej, niż to dla mnie przewidziane! I mam tak wiele pomysłów na różne produkty sztuczne, ale tak bardzo bardzo mało motywacji...
Może kupię sobie motocykl, jak już tu tyram, i sama pojadę zobaczyć Gibraltar?