Podśpiewuję sobie piosenkę na sobotę bo "Jest najs jest najs jest najsympatyczniej!"
Jak zwykle niemoc wobec ogromu zadań.
Egzamin z emisji głosu mnie nie ogarnia bo
teoretyczny - zdam
praktycznego - szans nie ma bo usunęli mi ósemkę i ledwo szczękę otwieram.
Więc pytam jak można emisyjnie poprawnie głosem operować skoro operowany instrument?
Resztę powoli systematyzuję. Plan metodyczny wciąż nierozpoczęty, bo bardzo mi trudno zajrzeć na stronę ministerstwa i pobrać podstawę programową.
Nie brzmi to. Nie nie nie.
Projekt "Święty Wojciech" w szczerym polu, a Mirosław Bałka entuzjastycznie zachęca do spotkań.
Jarosław Kozłowski czeka na rysunek, Dominik Lejman na rozmowy dyplomowe dopinające.
Na luty przełożyłam warsztaty z dziećmi, na później praktyki w szkole i w galerii.
Czy ja o czymś nie zapominam?
W ramach zajętości wczoraj byłam z Dingo na premierze Parnassusa - Człowieka, który oszukał diabła i nie polecam. Po prostu nieinteresujący scenariusz, więc niewiele da się wydobyć frywolnymi zdjęciami. Znam historię filmu, samobójczej śmierci jednego z głównych, historię z telefonami reżysera do jego najlepszych, zgoda całej trójki, aby zagrać za darmo. Szlachetne to wszystko. Podobno film na tym zyskał. Ja uważam, że zapomnieli to ograć. Sensu te zamiany twarzy nie mają, a ja się cały czas zastanawiałam dlaczego tylko jemu się ona zmienia, a Rosjanom nie.
Film naprawdę nie jest ciekawy. Rozlazły ten cały romans nawet, co przecież zawsze jest ważnym elementem amerykańskiego kina. Ruda nijaka.
Ale z Dingo zawsze jest miło, więc się skupiłam na tym.
Po Avatarze też jesteśmy i, choć to może uwłacza racjonalizmowi i wszelkim intelektualizmom, bawiłam się przednio. Bo pierwszy raz w 3D i latanie na 'smokach' bardzo mi przypadło. (Dodam, że moja mama w odróżnieniu do mojego entuzjazmu, dostała choroby lokomocyjnej.) Kilka razy się nawet przestraszyłam tego spadania, taka jestem podatna, ale mnie Dingo uratował.
Ogólnie takie romansidła międzygalaktyczne rzadko łykam, więc może dlatego fantastyka jest dla mnie egzotycznym rarytasem.
Avatar mi się podobał i uważam, że świat N'avi jest naprawdę imponująco narysowany.
Poza tym znam ją skądś.
Jak zwykle niemoc wobec ogromu zadań.
Egzamin z emisji głosu mnie nie ogarnia bo
teoretyczny - zdam
praktycznego - szans nie ma bo usunęli mi ósemkę i ledwo szczękę otwieram.
Więc pytam jak można emisyjnie poprawnie głosem operować skoro operowany instrument?
Resztę powoli systematyzuję. Plan metodyczny wciąż nierozpoczęty, bo bardzo mi trudno zajrzeć na stronę ministerstwa i pobrać podstawę programową.
Nie brzmi to. Nie nie nie.
Projekt "Święty Wojciech" w szczerym polu, a Mirosław Bałka entuzjastycznie zachęca do spotkań.
Jarosław Kozłowski czeka na rysunek, Dominik Lejman na rozmowy dyplomowe dopinające.
Na luty przełożyłam warsztaty z dziećmi, na później praktyki w szkole i w galerii.
Czy ja o czymś nie zapominam?
W ramach zajętości wczoraj byłam z Dingo na premierze Parnassusa - Człowieka, który oszukał diabła i nie polecam. Po prostu nieinteresujący scenariusz, więc niewiele da się wydobyć frywolnymi zdjęciami. Znam historię filmu, samobójczej śmierci jednego z głównych, historię z telefonami reżysera do jego najlepszych, zgoda całej trójki, aby zagrać za darmo. Szlachetne to wszystko. Podobno film na tym zyskał. Ja uważam, że zapomnieli to ograć. Sensu te zamiany twarzy nie mają, a ja się cały czas zastanawiałam dlaczego tylko jemu się ona zmienia, a Rosjanom nie.
Film naprawdę nie jest ciekawy. Rozlazły ten cały romans nawet, co przecież zawsze jest ważnym elementem amerykańskiego kina. Ruda nijaka.
Ale z Dingo zawsze jest miło, więc się skupiłam na tym.
Po Avatarze też jesteśmy i, choć to może uwłacza racjonalizmowi i wszelkim intelektualizmom, bawiłam się przednio. Bo pierwszy raz w 3D i latanie na 'smokach' bardzo mi przypadło. (Dodam, że moja mama w odróżnieniu do mojego entuzjazmu, dostała choroby lokomocyjnej.) Kilka razy się nawet przestraszyłam tego spadania, taka jestem podatna, ale mnie Dingo uratował.
Ogólnie takie romansidła międzygalaktyczne rzadko łykam, więc może dlatego fantastyka jest dla mnie egzotycznym rarytasem.
Avatar mi się podobał i uważam, że świat N'avi jest naprawdę imponująco narysowany.
Poza tym znam ją skądś.
fot. Imperial - Cinepix
"Hej Karolina.... byłem w kinie... awator... kurde no ONI wszyscy mieli twoje oczy!! a na pewno twoje spojrzenie... albo nie wiem ale przypominali mi ciebie ;) "
napisał do mnie w środku nocy esemesa Młynek Kawowy z Irlandii
A ja stąd zatrzymałam sobie więcej N'avi.
