Oto bardzo ciekawy artykuł:
MIŁOŚĆ EROTYCZNA A EGOIZM
Każdy z nas pragnie być szczęśliwy. Również masochiści i sadyści pragną szczęścia uzyskując go na właściwej sobie - a niemożliwej do zaakceptowania przez innych - drodze. Zresztą szczęście ma wymiar indywidualny, niepowtarzalny.
Wielu myślicieli, a w tym Kant i Nietzsche, wskazuje na to, że celem życia człowieka nie powinno być szczęście, co nie znaczy, że mamy go nie doznawać. Jest to jednak zagadnienie odrębne, które tu pominę.
Nie ma wątpliwości, wyrażają to wszak od wieków poeci, że intensywne i namacalne przeżycia szczęścia przynosi nam miłość erotyczna. Jest ona zresztą odwiecznym tematem twórczości literackiej i artystycznej. Jest także źródłem najgłębszych cierpień i rozterek życiowych. Miłość erotyczna czyni na zależnymi od tego, kto ją w nas wywołuje. Nie ma znaczenia w tej miłości ani wykształcenie, ani pochodzenie, ani status majątkowy, ani różnica lat. W miłości erotycznej nie mają znaczenia również cechy charakteru tego, kto wyzwala w nas to uczucie.
Problem zawiera się w tym, że narosło wiele obłudy i przesądów wokół miłości erotycznej. Obyczajowość danej kultury stara się ją okiełznać i poddać rozmaitym rygorom. Ustroje totalitarne - a więc narzucające całemu społeczeństwu określony rodzaj światopoglądu i jeden typ moralności - z reguły starają się tę miłość okiełznać, poddać rygorom, kontrolować, a nawet narzucać swoisty ascetyzm, mający inne uzasadnienie niż religijny. Podobnie wiele wyznań religijnych przekonuje swoich wyznawców, że doznania erotyczne jako cielesne są źródłem grzechów. W nakazach niejednego wyznania religijnego, co nie znaczy, że we wszystkich, skłania się wiernych, by traktowali swój seksualizm jako środek służący prokreacji. Oczywiście są religie, które są świadome tego, że erotyzm, bywa, że splata się z uduchowieniem.
Miłość erotyczna wzmaga poczucie urody istnienia i sprawia, że mocniej wrastamy w czas teraźniejszy. Wartość istnienia staje się niewątpliwa. Miłość wzmaga optymizm, wiarę w siebie. Jest to oczywiste, ponieważ obdarzanie uczuciami odczuwamy zarazem jako aprobatę kogoś dla siebie.
Jest interesujące, że uczucie o którym tu mowa wzmaga egoizm. Inni, bywa, stają się dla nas, w chwilach wielkich uniesień miłosnych, potrzebni do tego, by móc im „wykrzyczeć" nadmiar przeżywanych uczuć. Miłość czyni nas mniej uważnymi w stosunku do innych, nawet bliskich osób. Zostało to znakomicie wyrażone w powieści Romain Rollanda „Jan Krzysztof". Zakochani w sobie separują się od świata i wpatrzeni w siebie, i w uczucie ich łączące, „wypalają się". Zredukowali bodźce zewnętrzne do tego stopnia, że po jakimś czasie nie mieli sobie nic do powiedzenia. Z takiego niebezpieczeństwa zdawała sobie sprawę Simone de Beauvoir oraz Sartre. Jednym z ich sposobów spędzania wspólnego czasu było obserwowanie stałych bywalców ich „własnej" kawiarni oraz budowanie możliwych, wyobrażonych historii życia miłosnego tych, których twarze wzbudziły zainteresowanie.
Potęgowanie przez miłość erotyczną egoizmu dotyczy szczególnie kobiet, które zaabsorbowane miłością, zdarza się, i to nie rzadko, że zrywają więzy przyjaźni, czy raczej je zawieszają, by potem, gdy miłość przemija, poszukiwać na nowo owego kontaktu.
Dzieje życia wybitnych twórców są wyrazem tego, że tworzyli we wzmożony sposób na ogół w okresach cierpień miłosnych a nie w chwilach upojenia miłością.
Miłość, kultywowanie tego uczucia, wymaga czasu. Ktoś, kto się spieszy, ktoś, kto konkuruje z innymi zmierzając do pomnożenia majątku, traktuje naogół miłość instrumentalnie.
