Szukaj na tym blogu

27 kwietnia 2010

za Izą Kowalczyk

„Ratunkiem może być tylko natura – w jej pełni, a nie w jej doskonałości”

"(...) przeczytałam niedawno niezwykłą książkę Anny Markowskiej o Jonaszu Sternie (Język Neuera). Autorka wskazuje, jak bardzo sposób życia tego artysty (m.in. jego pasja łowienia ryb) przykładała się na sztukę (obrazy złożone z ości ryb), tak bardzo ziemską (w sensie materialnym) i kanibalistyczną (Wszyscy jesteśmy kanibalami – to tytuł jednego z obrazów Sterna).
Stern kochał koty, w wywiadach mówił o lepszym, to znaczy pełniejszym odczuwaniu świata dzięki zwierzętom. Mówił, że obcując z nimi człowiek nabiera cech ludzkich, zaś obcując z ludźmi – nabiera cech zwierzęcych. Pewien chłopiec powiedział o artyście, że mieszka u dużego, czarnego kota; tych kotów, głównie czarnych, przewinęło się kilka – Fredek, Mundek, Chaimek i inne. Kota Albina nie chciał wypuszczać na dwór, gdyż jak mu tłumaczył, wolność jest zgubną rzeczą: „wezmą cię na futro”. Ów kot był bardzo mądry i rozumiał jego obrazy, bo patrząc na kości na obrazie, patrzył na pana, pytając gdzie jest mięso i prowadził go do lodówki. Przeprowadzający wywiady krytycy byli zniecierpliwieni opowieściami Sterna o kotach. Przed śmiercią dopytywał Ernę Rosenstein, jak czuje się Fredzio. Dlatego malarka wspominając artystę, wspominała też czarnego kota o złotych oczach (...)"