Szukaj na tym blogu

28 marca 2008



Jeśli chcesz się czuć częścią większej całości to spójrz na mój pulpit.

20 marca 2008

NAJNOWSZE WIEŚCI Z KABELKOWYCH PREZENTACJI WSZYSTKIE POD HASŁEM: LANDSCAPE

Katya, Emily, Tom & Rocky (W tym projekcie za pomocą Keyboardu zmieniany był krajobraz rzucany z projektora na podłogę i ekran. Twoja postać śledzona za pomocą kamery odnajdywała się w coraz to różniejszych landscapach/krajobrazach. Ciekawy efekt, ale trochę efekciarski, jak wszystkie projekty z tego modułu z naszym włącznie.)


Karolina, Andree, Ania & Piotr

W projekcie użyliśmy oprogramowania Flash, Adobe Premiere, MaxMsp: myk w postaci stworzonego programu ColourTracking; ze sprzętu użytego: projektor multimedialny, ekran, kamera, zabawka do PlayStation i Laser/Pointer a takze zwoje kabli. W praktyce stworzyliśmy interfejs za pomocą Flasha, który był kontrolowany przez wbudowany/wszyty w rękawicę/rękawiczkę laser i triger w postaci kapsli od Coca-Coli umieszczonych na palcach, które działały jako podwójny klik przy ich połączeniu> czyli działało to mniej więcej jak myszka. Czerwony kolor lasera był kursorem myszki kontrolowanym za pomocą ColourTracking stworzonego w MaxMsp. Zabawa przede wszystkim dla chłopców okazała się przednia z nakładaniem tej rękawicy, której ja osobiście nie miałam na dłoni, bo śmierdziała. Siedząc w fotelu za pomocą lasera można było kontrolowac ruchy naszego Everymana/ w postaci Piotrka ;) i wejść nieuprzejmie w jego głowę, w której znajdowało się menu, a od niego linki do filmów z landscapami głowno-myślowymi. Zrobiłam 10 minutowy film, przy którym siedziałam tydzień, a którego nikt nie obejrzał nawet do drugiej minuty, bo zabawa laserowa prowokowała do nadpobudliwości, a nie do cierpliwości. Co było całkiem do przewidzenia, a czego nie przewidzieliśmy. Jeśli zamotałam, pytać proszę o szczegóły. Razu pewnego zamieszczę film chociaż tutaj, żeby się na coś przydał. Pozdrawiam WielkoPiątkowo juz.

19 marca 2008

Bez pieniędzy... Chce piniendzy!

Jestem wściekła. I nieszczęśliwa... I monotematyczna. Święta idą...

Dyskalkulia rozwojowa- zaburzenie zdolności matematycznych, mające swoje źródło w genetycznych lub wrodzonych nieprawidłowościach tych części mózgu, które są bezpośrednim podłożem dojrzewania zdolności matematycznych zgodnie z wiekiem; jest zaburzeniem występującym bez jednoczesnego zaburzenia ogólnych funkcji umysłowych.

17 marca 2008

to ogrody. w końcu do nich trafiłam.














Nic się nie zmienia, prócz tego, że coraz bardziej mam dosyć tych dzieci. Jestem za stara na mieszkanie z cudzymi dziećmi. Była awantura małym zebraniem w kuchni. Sophie zaczęła. Dzieci dostają codziennie 20 pensów jak są cicho rano. Najskuteczniejsza metoda ludzka: przekupstwo. Bezsprzecznie.



OGRODY JAPOŃSKIE






14 marca 2008


Bezradność (3)

Wiesz, gdyby to nie było nasze dziecko, chyba bym wyjechał. Inne dziecko, jakieś cudze, co się je wychowuje, łatwiej by było po prostu z bólem jednoczesnym serca, zostawić Niani. Bezradna nie chce nigdzie jeździć. Na samo rozpoczęcie rozmowy, spogląda w ten, no wiesz, w ten sposób. Że kazdy wie. Ona potrzebuje korzeni. Ona potrzebuje poznać miejsce. Wydeptać. Wygrzać. Wykopać i zakopać dołek, żeby się dowiedzieć, że ma wpływ na ziemię. Ty tez przeciez tak robiłaś. [Zaśmiewam się oj tak!] Pamiętam jak z patykiem na plecach, z tobołkiem na patyku, szukaliśmy trawy na Nasze Królestwo. To było setki lat temu... A ja tak dobrze to pamiętam. Podrzucałaś patyk, podrzucałaś tobołek i krzyczałaś jak tylko Twój Głos mógł Ci pomóc: Ja się muszę wykąpać w tym jeziorze! Ja muszę zjeść borówkę i borowika i powąchać kupę kukułki. Ja muszę, dla dobra wszystkich, zrobić siku właśnie tu, gdzie sarna. Bo ona się musi dowiedzieć, że jest Sarną!
Ja bym chciał wyjechać. Zrobiłem wszystko, co mogłem. Ciężko pracowałem żeby królestwo mogło być Królestwem. Teraz mnie gna jednak gdzieś. Gdy byłem młodszy wiedziałem, że Cię kocham i w sumie to wystarczyło. Nie mogłem wiedzieć, że może być piękniejszy... Świat. Tak mi przykro, gdy zdam sobie z tego sprawę. Że mogłem tak myśleć. Nie mogłem przeciez wiedzieć. Że moze być lepiej. Że Ty możesz być piękniejsza, a woda może być naprawdę Wodą. Nie mogłem podejrzewać, że ona przyniesie nowy świat. Że to, co przyniesie, to będzie lawendowy dywanik, który zacznie rozkładać po całym naszym Królestwie, aż do ostatniego kątka. Mały lawendowy. A jest wszędzie. Każdy musi o nim wszędzie pamiętać. Całe królestwo musiało to zakceptować. Każde drzewo. Że nadchodzi nowy czas. Że od dnia pierwszego jej kroku, Cud zmienił się. Też musiał. Wszyscy dobrze ją znają. Ona dała się poznać. Jest Cieniem kazdego. Jest wszystkiego Cudem. Jest wszystkiego Znaczeniem. I Sercem każdego. I nawet Król nie moze juz po prostu wyjechac, musi wyjechac z Kazdym drzewem, z kazdym Sercem... Z Bezradną, która wyjeżdżać nie chce. Więc Król zostaje w swoim Królestwie. I jest wdzięczny, ze zostać może.

Bardzo Cię kocha Twój Król

12 marca 2008

czy tyle czasu - próby wystarczy aby powiedzieć prawde?



Źle sie tu czuję. Rzadko mi się to zdarza. Przecież rzadko. Są dowody. Że się odnajduję w trudnych warunkach. Że znam sposoby. Że chowam je, bo zawsze się przydają.
Mam mnóstwo kompleksów. Naprawdę czuję się bardzo słaba. Czuję się przygnieciona przez swoje niemoce. Puste ręce tylko i brak czasu, żeby je czyms zająć.
Nikogo nie mam, żeby jad na czymś zużyć.

Czuję się tu tak źle, że nawet nie zauważyłam jak minęło tyle czasu. Dlaczego? Bo sobie wciąż myślę o ostatnich dniach w Poznaniu i Zelowie. Trzymam się sobie tych ostatnich polskich dni i szczerze nie wiem kiedy tu kończy się 1eden, a zaczyna drugi dzień.
Przecież dałam sobie szansę. Dałam wydaje mi się ją także ludziom wokoło.

To totalnie nie mój sposób pracy, pomimo że wygląda to niemal idealnie. Oni /możesz kontynuować myśl urojeniową/ każą Ci myśleć, że ważne jest to, czym oni teraz się zajmują. Ogólnie wyglądając nie tyle na niezainteresowanych, a nie rozumiejących, co takiego ma twój projekt, czego nie ma zwykłe menu dvd. Kochają słowo interfejs.
A ja chowam się po kątach i płaczę od kilku dni. Taka jest prawda.
I do tego jestem sfrustrowana. I nie tylko językiem, którym posługuję się na poziomie niedorozwiniętego szczeniaka. Choć tak wspaniale się komunikuję przecież!

Mam kompleksy. Mam granice z trawy przeniesione do głowy. I nie. Już się nie boję. Teraz mam juz po prostu dosyć.
Zastanawiam się czy jestem w stanie jeszcze sobie tłumaczyć dlaczego i po co tu jestem...

Czuję się tu źle. Nie rozumiem tych, którzy wciąż powtarzają, że wszyscy są tacy życzliwi i chcą pomóc. Że wokoło kwitnie radosna empatia... Nie czuję empatii, a niewygodne spojrzenia, że znowu tu ktoś taki się przypałętał i muszę sprawiać wrażenie uczynnego goga.....

Niektóre szkoły się zużyły. Ta szkoła we własnym sosie się zużyła, jeśli chodzi o erasmusy. Jest to moja bardzo subiektywna opinia. Jest tu tak dużo obcokrajowców, studiujących na stałe lub bywających tu na krótszych stażach, że zaczyna się powolutku zagęszczać atmosfera wokół nas> foreignerów, którjnxwhwiuhfweikjhkljgjlghghghlughu Nie. Prawda jeste taka, że to ja wpadam w jakąś paranoję. Ja mam z tym problem. Nawet jeśli urojony, to jest mój. Myślę, że mam nawet teorię spiskową na ten temat. Na swój temat.

Jedyne, czego wokół doświadczam to podirytowanie, że trzeba wszystko mi tłumaczyć. Chyba nigdy w moim krótkim życiu nie czułam się taka upośledzona. To gorsze niż nie mieć nogi, bo wszyscy spoglądający widzą, że ja sobie radzę.
Otóż sobie nie radzę.
Nie wystarczy rozumieć słów, które się do ciebie mówi. Nie wystarczy. Tak jak w miłości nie wystarczy wiedzieć, że się jest kochanym. Trzeba to czuć. Wszystkimi możliwymi zmysłami, a najlepiej jeszcze siedemnastką specjalnie dla Ciebie stworzonych. Dogłębnie i każdego dnia od nowa.
Trzeba w sobie wciąż na nowo budzić zakochanego szczeniaka.
Tu trzeba wzbudzać litość. Ale taką najlepiej, żeby oni mieli do ciebie resztkę szacunku.

W moim przypadku nie wystarczy rozumieć słów, które się do ciebie mówi, bo one w większości nic nie znaczą. Oni sami wciąż powtarzają słowo KONTEKST, którego zaczynam szczerze nienawidzić. Trzeba znać kontekst wypowiadanych słów.
Więc ja się głupio uśmiecham i nie stać mnie nawet na to, by cichaczem wyjść z pomieszczenia...

Jaj nie mam. Czuję się odarta z mojej tożsamości. Podejrzewam się nawet o jej brak. Gdybym powiedziała to na głos, to dopiero byście zobaczyli co znaczy szybka organizacja... Biczowania.
Podejrzewam się o brak tożsamości, a to z tego powodu, że Anglicy mają to poczucie niezwykle zmutowane. Nie tolerują natomiast w tej sprawie wątpliowści.
Nie da się ukryć. Jestem Polką. Ale tu nie jestem Polką. Jestem niewiadomokimdokładnie. Myślę, że się właśnie mutuję z jakiejść Koreanki na Litwinkę...
Albo mutuję się z takiego nacjonalistycznego ateisty na kamień.
Zmutowany kamień, który jest zbyt miękki nawet potencjalnie na stanie się rzeźbą...

Źle się tu czuję. Nie spotkałam się z żadnym oparciem. Nawet z połową. Myślę, że wszystko z czym tu przyjechałam, to nawet nie są puste ręce. Ci ludzie się uśmiechają. Pani mi kawę robi, gdy długo siedzę w bibliotece.
Sophie jest miła. I jej dzieci. Ona mi naprawdę próbuje pomóc, ale ja czuję, że to nie się nie da i już. Czy to zrozumiałe? Po po prostu się nie da z niektórymi ludźmi. Wobec niej potrafię byc miła. Wstaję rano i sobie gawędzimy przy herbacie. Rozmawiamy o życiu tak, jak można sobie rozmawiać o życiu, kiedy nie zaczyna się tematu czynszu, który wypada zapłacić, bo przecież dziś środa. A oprócz tego, to sobie myślę, że wokoło wszyscy na mnie robią jakiś biznes. Nigdy w Polsce aż tak tego nie czułam. W sklepie. Ktoś ci resztę wydaje, a ty wiesz, że jego zachowanie nie musi świadczyć, że cię okrada, ale że po prostu korzysta. Bierze udział w społecznym wyzysku.
To społeczeństwo takie jest.

Muszę to powiedzieć chociaż tu, bo tam na zewnątrz moja rola brzmi: IT'S FINE! IZ FAJN!!! :D

Niesamowita biblioteka, z której nie mam kiedy korzystać. Śmiesznie nie? Mam problem z ustaleniem, co ja robię całymi dniami, ale wiem, że z powodu poczucia nudy, na pewno się obijam.
To zawsze było w takiej kolejności.
A teraz śmierdzę. Chyba nie śmierdziałam tak od czasów biegów w Ogólniaku, co mi przykazali, kiedy raz nie przyniosłam zwolnienia lekarskiego.
Głupio mi, bo czuję wokoło aurę potu. Myję się, używam czego trzeba używać i wszystkie takie...
Wyglądam tragicznie. Od wody mam uczulenie w postaci małych czerwonych kropkowatych. Kropkowate szczególnie ulubiły moje czoło. Woda śmierdzi, a oni ją piją prosto z kranu. Beztrosko, po angielsku. Głęboko. Analizując jej kontekst.

Koleżanki z mojego drugiego! roku opowiadają o swoich projektach: że one muszą jechać na Madagaskar, żeby poczuć dziką przyrodę i się połączyć z prawdziwym życiem. Rozumiecie?
Druga chce jechać do Japonii, bo uważa, że tamta kultura wyobcowania może na nią wpłynąć pozytywnie. Bo ona ma ostatnio problemy z komunikowaniem się ze światem, bo współczuje krajom wyzyskiwanym.

Gdzie ja mam wyjechać?

Nie podoba mi się tu. Część II

Nie ma tu miłości. Nie ma radości. Ale radości i miłości takiej wiecie...
Nie ma. Nie ma nic, czego można by się złapać. Widzę jakieś pary, ale nie widzę w nich sobą nawzajem zainteresowania.
Dziwnie się człowiek czuje bez zainteresowania świata twoim istnieniem.
Dziwnie się człowiek czuje kiedy czuje że chyba nawet lepiej byłoby gdyby go nie było.

Czy wszyscy na emigracji się tak czują? Nie chcę żyć na emigracji.

11 12 marca

Ujmę to tak. Mam wiele do powiedzenia. Zaluje, ze tak latwo daje sie tu przekabacac... Po prostu sie daje. Rozmawialismy dzisiaj o artystycznych drogach zaproszonego artysty, ktory stal sie reprezentacja kazdego artysty. Niestety. Czasem sztuki mam po prostu dosyc.
Cieszyc sie tym, ze jestem na studiach. Cieszyc sie i korzystac z mozliwosci podrozowania i poznawania ludzi. Ale nigdy przenigdy nie robic tego w zyciu i na powaznie. Oczywiscie wszystko zawsze robi sie na powaznie, to znaczy ja robie. Ale nie chcialabym sie zajmowac sztuka. Jest tyle wazniejszych spraw, ktorymi warto sie zajac i ktore przynosza tak wiele satysfakcji. Których moja ambicja tak nie boli...

(Miało się wiele zdarzyć...)

Naprawdę chcę do domu.

10 marca 2008

"ja nie lubie ludzi bo ludzie są jak szkoła nudni i niepotrzebni i że wszystko mozna samemu przecież" (Lu)



Pytania wciąż jak ludzie i jak ludzie. Nie piszę o nich. To fakt, ale widać chce poczekać... Uczciwa być.
Nie da się czekać, bo to chyba Wy te wiatry mi tu nasyłacie, żeby się przypomnieć. Sztormy. Tęcze. Grady. Same znaki od Boga.
Spotkałam wczoraj Keitha. Pana takiego. Co mnie spotkał na mojej księżniczkowej górze.
I mówił jakbym była specjalna. A raczej troski specjalnej. Bo pytał czy ja rozumiem co to znaczy się modlić... Ja z Polski jestem. Rozumie się proszę Pana!
Pan powiedział, że mój lovely płaszczyk zaczął jego dzień zmian. Że mnie widział na dole. I postanowił się wybrać na spacer na góre. I sobie szedł i się modlił. I że ma ciężki czas.
I poprosił Boga o znak. I tak szedł modląc się. A tu tęcza wyrąbała się taaaka z nieba jak nigdy!
Cała bycza klawa! I tak stałam i on wtedy podszedł. I mi oznajmił że to Jego znak.
I że ja byłam znakiem pierwszym w moim lovely płaszczu.
Wiecie co to był za dzień? Taki, że pogoda się zmieniała co 10 minut. Po tej tęczy gradobicie było. Później błyskawicę angielską zobaczyłam. I słońće takie na całkiem niebieskim niebie przed następnym gradobiciem.
Idealny dzień na proszenie Boga o znak z nieba. Taka loteria, na której każdy wygrywa.



A ludzi to trzeba z karata brać. To wtedy pomaga.
A ogólnie to nie mam co pisać o ludziach, bo to Anglia. I muszę przyznać, że zasady tej gry są mi obce wciąż. Wszyscy sobie obcy.
Ale może to taka gra wstępna....
Apropo. Mówiłam już, że mi administrator hasło na internet powietrzny założył, bo za dużo filmów pornograficznych ściągałam?
Administrator hasło na internet powietrzny założył, bo za dużo filmów pornograficznych ściągałam. Jego też z karata.
Informuję tylko, że nie będę już dostępna jak lodówka.

6 marca 2008

Digital Navigation i Manipulation :| Pomyliłam się?

No ja właśnie się obudziłam, że mam projekt do zrobienia. Dajcie mi jakieś przysposobienie elektroniczne, bo dół będzie. Pomysł jakiś na interakcję za pomocą urządzeń technologicznie rozwiniętych. Czujników jakiś, co człowiek może nimi coś... Zdziałać. Wpływ na sztukę mieć. Myślałam, żeby mój depilator im do czegoś podłączyć, ale oni zbyt poważni na takie rzeczy. Nie zrozumieją. Najgorsze, że to w grupach. A ja nie zawsze się nadaję do pracy w grupach, to znaczy tym bardziej nie w Anglii. Wszystko super, ale ja to chyba jednak z lutowaniem i tymi takimi to nie bardzo zaprzyjaźniona jestem... Ja bym pogadała! A tu czasu na przyjaźnie nie ma. Bo dwa tygodnie zostały! A później za karę biczowanie na środku szkoły... Ale się przyda popatrzeć jak zdolniejsi koledzy pracują prz lutowaniu ;) A na pewno ja pomocy potrzebowała będę. Żeby było śmiesznie nie jestem jedyną dziewczyną w grupie, a i chłopcy jedynymi chłopcami nie są. Co znaczy, że są też inni chłopcy do dziewczynek bardziej podobni. W rączkach to znaczy. To nie brzmi feministycznie.............Narzekam dużo. Wiem. I jeszcze u moich przyjaciół w Polsce źle się dzieje, i to przeżywam, że sobie tu tak daleko. Bo się dzieciątko miało urodzić i się nie urodzi. A dzieci przeciez dobre dla środowiska. Chcemy dzieci. Prawda?Śmiechu potrzebuję, a tu nikt się nie śmieje. Nikt do Jasnej Anielci nawet zbliżonego poczucia humoru! Żartów na własny temat nawet nie można. Bo oni Cię pocieszają : A na temat kogoś innego to już w ogóle nie do pomyślenia! Anka, Marta, Izka pomocy! I miłości potrzebuję.. Miłości słyszy?!Sama tu jak nieborak. I może wygodna się zaczynam robić powoli... Po angielsku... Rozsiadam się w fotelu... To nie dobrze dla Sztuki! Niebezpiecznie! Krzyczeć na mnie trzeba! Odwagi dodawać! Dam znać jak idzie nauka kabelkowania.

3 marca 2008

Siły i krzepy.

Karolina dzieli życie na plażę i nie-plażę.
Karolina teraz nie jest na plaży, ale czy to nie-plaża?

Tak, to nie-plaża właśnie, bo Karolina zamiast piasku, pług u szyi ma.


>>Pług składa się z jednego lub kilku korpusów płużnych. Każdy korpus płużny posiada lemiesz, który odcina pas roli (skibę) od calizny, odkładnicę odwracającą i wrzucającą odciętą skibę w bruzdę wykonaną przez poprzedni korpus płużny. W zależności od przeznaczenia głębokość orki może wahać się od około 5 cm (podorywka) do około 30 cm (orka przedzimowa). Zależnie od rodzaju orki wyróżnia się pługi podorywkowe i do orki głębokiej.
Pierwsze stosowane pługi jednoskibowe były ciągnięte przez zwierzęta pociągowe - woły lub konie. Pług taki mógł być z przodu prowadzony na dwukołowym wózku zwanym koleśnicą lub z nią zintegrowany pług koleśny. Pług pozbawiony koleśnicy nazywano bezkoleśnym. Pługi wieloskibowe konne były zawsze zintegrowane z koleśnicami.
Pług może być uważany za rozwinięcie radła i sochy.<< (Wikipedia)

Czy Karolina jeszcze wie jak wygląda plaża? Tak Karolina wie, bo przecież powolnym krokiem zmierza na Taithi.

Musi powolnym, bo opuściła kilka lat z matematyki.
Karolina pokory nabiera. Siły i krzepy.