Szukaj na tym blogu

24 czerwca 2008

sms

czasem rzeczy piękne przychodzą i pierdzą. albo przychodzą jakimś kimś, kto chce być wartościowy kosztem innych. a ty czujesz, że to wszystko to pierd. nic nie wart. i w sumie nie wiadomo skąd ale to wiesz i czujesz smrodek teoretycznie.

czym jest moje życie teraz odkąd nie pisałam? jest dobrze. czuję się dobrze. mam gdzie mieszkać, co jeść, jak płacić za życie i za inne potrzeby ciała. widzę szansę na przyjaciół i nowe przygody. na lato pełne przygód. mam nawet na tyle tupetu i energii, żeby przekonać do tego co poniektórych.

mam ciało i umysł wart bardzo wiele. stoję mocno na nogach, pomimo że, jak i cała ja, nogi są nadwrażliwe i się zdają chwiać dość niebezpiecznie. ja stoję na tych nogach uwierzcie mi bezczelnie pewnie.
jestem kobietą i mam mało siły. nie uprawiam bójek ulicznych, bo moje przyłożenie może rozśmieszać. uprawiam jakieś bójki. takie jakieś czasem co nikt nawet nie jest świadkiem.
za to przyłożenie mam ogromne głową. nie to że z główki.

ale jednak z główki.

widzieliście moje łokcie? mogę bić wszystkim. twardo stoję na nogach i walę bez opamiętania jak widzę powód. jest w tym jakieś szaleństwo jak prowadzę się przez życie.
jak bardzo we wszystko wątpiąc, jestem także pewna. jak z burczącym wciąż brzuchem, bezustannie się napycham. jest w tym jakieś szaleństwo jak traktuję ludzi i siebie samą poważnie. szaleństwo czego używam i co jest moim hobby.

odpowiedziałam: moim hobby jest moje życie. które mam. mogę je rozwijać. ale ogólnie sprawia mi po prostu frajdę. moje życie z tą całą bzdurną sztuką, która najczęściej mnie mało obchodzi, po środku. uprawiam swoje hobby niestrudzenie od najbardziej dwunastu lat, bo to połowa.

jestem głupia najczęściej, ale naprawdę wierzę, że to, w co wierzę, ma sens.
że rozerwane cipki fetysze prostytucja pedofilia i zoo arogancja kupa znieczulica ślimaki głupota mogą być tematem, ale nigdy życia mojego nie dotkną bez rękawiczek.
ja naprawdę wierzę, że Słowa Mają Siłę.


19 czerwca 2008


by endo

15 czerwca 2008

raz dwa

praca jest tu w tym domu opieki jakby się ktoś spiął i przyleciał raz dwa..

prawie

prawie wpadłam pod samochód

14 czerwca 2008

taka niewyluzowana jestem.

  • od życia więcej chcę niż dostaję. więc tym bardziej chcę dużo więcej.
  • dlatego poważnie wszystko traktuję.
  • dlatego nawet zabawę poważnie traktuję i wszystko staram się robić lepiej niż norma.
  • życie dla mnie to jest poważna sprawa. nie mogę tylko żyć, bo wierzę, że coś jeszcze musi się wydarzyć. i warto aż żyć.
  • to ma wpływ na moją sztukę, która również jest poważna, a ja ją poważnie traktuję.
  • martwię się za dużo. całe życie. bo traktuję życie bardzo poważnie i nie umiem się wyluzować.
  • taka niewyluzowana jestem i poważna.

nie bardzo wiem o czym to miało być

Dobra. Napiszę to bom zła. Jak to z tą ekologią jest. Sobie jest. Ekologia. I jest sobie Karolina. Ja sobie jestem i ona sobie jest. Nie mam jej tego za złe, ona mi nie miała za złe też. Jak ktoś ma ochotę ją sobie, to ja nie mam zastrzeżeń. Niech sobie ją. Obok a nawet wokoło. Kobieta u której mieszkam chyba myśli, że jestem przygłupia, że zmywać nie umiem i jej płynem do zmywania mogę jakąś katastrofę ekologiczną. Wróciłam z pracy po całym ciężkim dniu szorowania kuchni z najgorszych brudów oleistych i chyba nigdy nie byłam tak zmęczona każdą częścią ciała. A kobieta u której mieszkam tak mnie za przeproszeniem wk...

No dobra. Właśnie przyszła i przeprosiła. Już ani słowa.

“Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny.”

Żeby nie zapomnieć, zapisuję tu. Ludzie jedzą. Się. Nawzajem. Należy ludzi jedzących unikać. By na talerzu się nie budzić.
Niektóre przyjaźnie mogą być bardzo toksyczne. Sobie wczoraj rozmowę przeprowadziłyśmy na temat przyjaźni jedzących.
Jeśli uważasz, że każda Twoja decyzja wymaga porady, to nawet miłe. Gorzej jeśli znasz efekt, a jest on zawsze wymierzony działem w Twoje słabości. Pytasz z sercem na ramieniu, a dostajesz zawsze tą samą niewdzięczną ranę po rozbitym nosie. Taka przyjaźń rozwija się Twoim nieszczęściem, a karmi się własną wyższością. Potrzeba ogromnej rozwagi i dystansu, by zacząć myśleć samodzielnie. Najlepszym krokiem jest separacja. Jak się zbilansujesz oczami przyjaciela, to sam zobaczysz, że jesteś wart niewiele. To świadczy o tej przyjaźni szyderczo źle. Z ludźmi nie powinno się przyjaźnić, żeby się lepiej poczuć i wyżej. Nie należy się przyjaźnić, żeby gniotąc dupą było ich jak najmniej. Gniotących dup w tym świecie jest wystarczająco dużo i kolejnej przy sercu nie potrzeba. Nie potrzeba.
Oczywiście szczerość jest jedynym kręgosłupem, więc ja nie o tym, że należy się powściągać z wypowiedzeniami, jeśli naszym zdaniem ktoś zachowuje się jak kretyn, a zazwyczaj jest normalny. Jak ktoś zachowuje się jak kretyn, należy mu to powiedzieć najszybciej jak się da.
Tak sobie pomyślałam ze napisze o tym, bo za dużo. Za dużo widzę wokół ludzi nieszczęśliwych, którym należałoby życzyć jedynie mądrzejszych przyjaciół albo wcale, bo szum, który słyszą zagłusza najważniejszy głos. Bezczelnie czasem nie słucham, by usłyszeć.

małe erasmuski wracają do domków




13 czerwca 2008

luby dziś na balu absolutoryjnym na który mnie nie zaprosił ale za to w nagrodę poszedł z inną kobietą

Nie wrócę póki co. Zaczynam się czuć tu coraz lepiej i zaczynają mnie coraz lepiej traktować w pracy. Normalnie znaczy. Sondę zostawię, bo sama sobie głosuję codziennie, żeby sprawdzić jak wypadnie moja średnia. Oczywiście możesz się dokładać. Myślę, że wrócę i tak wcześniej niż planowałam, bo bardzo tęsknię. Musisz się beze mnie obejść mamo tato luby siostro Anko Izo i cała reszto, która nie będziesz na wyspach, jeszcze troszkę.. Myślę, że wrócę do Polski w okolicach lipca końca. Może być? To miesiąc i kilka dni. Niedługo i bardzo długo. Ale jak w takiej rutynie jak przez ostatnie dni, to nie zauważę. To będzie od jednego poparzenia słonecznego do przeciętego palca. Zobaczymy jak będzie z kasiurką tak serio.. Bo ja bym chciała pojechać na wakacje gdzieś... Z lubym jak mnie tylko nie wkurzy.






Aby unieszczęśliwić kobietę, wystarczy nic nie robić. (L. Jasińska)

12 czerwca 2008

zapachy na patyczkach

mam jak w nos powtykane zapachy na patyczkach. Cebuli. bo dziś dużo cebuli staruszkowie jedli. Curry. bo był tam kurczak w ryżu. Kupy. bo zawsze od niedawna. nowego Mydła. z dozownika dezynfekującego, które śmierdzi niewyobrażalnie wybielaczem. Kawy. bo mi pewnie została pod paznokciami z wczoraj z kawiarni. tak jak i Squasha. czarna porzeczka. Czosnku. bo mam kaszel i apetyt więc postanowiłam ziemniaki nadziewane farszem warzywnym z pokaźną ilością czosnku dziś i u siebie w kuchni wyrządzić. Proszku. do prania bo udało się po długim czasie pranie wrzucić. Balsamu. after sun na moje poparzenia słoneczne. Koszonej Trawy. bo sąsiad ma chyba dzień wolny.

Pęknięć zapach. bo co się ruszę to mi się coś w sercu rozstrzela. Tymi łapami w czosnku i ziemniakach klatkę piersiową uciskam i uciskam. Balsam wycierając przypadkiem.

11 czerwca 2008

chyba zaraz coś sobie zrobię. jestem chora i bardzo chcę być.

gmejl mówi, że luby jest niedostępny do czatowania.. i powiedział pieprz się jego klawiaturą. a ja mam udar słoneczny, wysoką temperaturę, dreszcze i pracuję też. i już nawet nie miałam siły żeby napisać lubemu, że czuję, że znów ma wątpliwości. zasypiałam na klawiaturze dwa dni próbując napisać list. a teraz znów łzy ważą tony i spadają w samotności.

luby: nie wiem co sie z tobą dzieje. i właśnie może o to chodzi. nie chce być najważniejszy i znów sie dowiadywać że czasem nie jedynym.

jedyne czym jesteśmy to sumą naszych uczynków. jedyne czym jesteśmy to wielkim smutkiem który siada dupą na kolcach. jedyne czym jesteśmy to kilometrami które są by coś udowodnić. jedyne czym jesteśmy to miłością dwustronnie już nieodwzajemnioną bo popsuł się kanał komunikacyjny. jedyne czym jesteśmy to tą palantową piłką, która jest palantem. jedyne czym jesteśmy to tym jedynie że się za bardzo kochamy albo bardzo byśmy chcieli.

Jeśli to nie jest literacka fikcja, co piszesz na blogu, to bardzo się o ciebie martwię Kineczko.

-napisała mama kilka tygodni temu.

Ksiądz odprawia drogę krzyżową. Przy piątej stacji podbiega do księdza gosposia i szepce:
- Proszę księdza, przyjechali z wydziału finansowego! To bardzo pilna sprawa! Niech ksiądz przeprosi wszystkich i przerwie drogę krzyżową!
Ksiądz szepce do kościelnego:
- Poprowadź za mnie dalej drogę krzyżową. I tak wszystko przeciągaj, żebym zdążył wrócić na zakończenie! Księdzu spotkanie z urzędnikami zajęło więcej czasu niż przypuszczał. Po jakimś czasie wbiega do kościoła w nadziei, że zdąży na ostatnią, czternastą stację drogi krzyżowej. Nastawia uszu i słyszy głos kościelnego:
- Staaacjaaa dwuuudziieestaaa piąątaa! Szymon Cyrenejczyk poślubia świętą Weronikę!

Jest jeszcze czas.

10 czerwca 2008

iza

Izabela Tarasewicz "Dzieci i zwierzęta"

9 czerwca 2008

kontekst wkkkkkkrótce

Kontekst to stworzenie parzystokopytne żyjące w stadzie, bywa w wielu stadach. I wielu stworzeniach...
Byłam dziś w miejscu zwanym angielską RIVIERĄ. Zdjęcia wkrótce w Picassie do wglądu. Problem z tymi riwierami jest taki, że one jakoś działają, nawet jak są turystycznie upośledzone.
Pierwszy wolny dzień od bardzo dawna, odkąd jestem imigrantem i emigrantem, bo to zależy od punktu siedzenia, spędziłam nic nie robiąc i to na plaży. Mam poparzenia słoneczne, bo właśnie wyleczyłam łokcie.
Miałyśmy z Rosalie ubaw po pachy na czerwonej plaży Torquay.
Zaczęli mnie w pracy lepiej traktować. I mogę już pełnoprawnie być częścią staffu. Załogi. Zastanawiam się czasem jak słucham w przerwach... Mogę siedzieć jako Polka przy jednym stole i słuchać opowieści z dzieciństwa Marvina i Michelle, i zastanawiać się czy to szczęście, że mogę tak siedzieć z moim polskim kontekstem bez pojęcia o puddingu i innych angielskich...? Szukamy kontekstu. Edith umarła. Była najgorsza. Cały czas nadąsana i niezadowolona w tym zasranym czerwonym sweterku, bo zawsze herbata była za zimna. I jeszcze mi kazała próbować. No masz, zobacz co mi przyniosłaś, nienormalna jesteś, spróbuj, ciekawe, no, ciekawe, masz wypij, sama se wypij, a nie mi tu na starość przyszło... Umarła. Lekarz powiedział, że to był zawał. Była najbardziej sprawna i wszystko potrafiła bez pomocy. I sama sobie umarła po cichu zadowolona, że nikt jej nie odwiedza, bo nie musi sprzątać. Trzeci dzień z przyzwyczajenia przynosiłam gorący czajniczek z herbatą, podchodząc do jej fotela. Pauline teraz w nim siedzi, a ona po prostu bez cukru. Edith była pierwszą, którą poznałam, jak poszłam zapytać o pracę. Mówiła, że tamte w salonie to się z niej śmieją i jej nie lubią, patrz jak się śmieją, szczerzą te zęby, za co one mnie tak nienawidzą, patrz jak zaglądają głupie, to niedorzeczne żeby pani w moim wieku się denerwowała koleżankami, do diabła z nimi, idę. Nie pamiętałam jej imienia, więc od wieści, że nie żyje, trzy godziny zastanawiałam się która. Jak skojarzyłam, usiadłam. numer 28. Jak mogłam jej nie skojarzyć. Ręce opadły. I wszyscy wrócili do pracy. A ja płakałam z tymi ręcyma..... Tu się nie płacze. I miałam wyrzuty sumienia cały dzień, bo to oni ją znali, a ja tylko nie lubiłam. Mogę ją narysować.
Jackie oszalała, łapie wszystkich facetów za nabiał i próbuje ich całować. A jest ich czterech i musimy ich bronić. Ja Toniego musiałam na wózku szybko do windy. Biedny nieżywy mąż napalonej Jackie. A ma zęby, od żucia, a nie połykania tabletek, czarne. Biedny Marvin, bo chodziła za nim cały dzień. My miałyśmy ubaw, a on się po prostu wkurwił za przeproszeniem. Gdyby ktoś usłyszał, co tu się dzieje, wyleciałby z pracy. Jackie mówi, że chce go. I jego. I go podszczypuje.
Jak zaczęłam pracę, Jackie była w porząsiu. Pocztąkowała demencję. Sobie dyskutowałyśmy niewrażliwie i byłą moją nauczycielką języka. Dziś jej pokój cuchnie, bo od tygodnia jest z nią naprawdę źle i rzuca kupami w każdego, kto wchodzi do jej pokoju, sikając już totalnie wszędzie na nowy dywan. To kwestia czasu i umrze dla nas druga. Biedna. Nie chcę być ciekawa gdzie teraz trafi... Starość ma kły i wielką kupę pomiędzy. Pieluchę wtyka w dziub, żeby nie wołać pomocy i wykręca ręce, póki nie zaczniesz wyć. Wyrywa żyły do zaskrzeczenia, aż koła ci są potrzebne, żeby zjeść obiad, bo trzy piętra. I już nawet dłońmi kół nie potrafisz, bo wymiotujesz trzy razy dziennie zarazkami od sąsiadek. Starość ma dupę zamiast spojrzenia i sra na rzadko. Gombrowicz upupił dzieci, a dzieci upupiają staruchów. I tymi samymi chusteczkami nawilżanymi się podciera... Oczy już dawno nie patrzą, tylko spozierają spode łba. I tylko, która podejdzie to w ryj, bo ja jestem stara i trzeba mi pomóc. Starość nie ma rodziny. Ma zniesmaczone oczy wnuczki i znudzone jakieś chyba córki. Starość nie ma rodziny, ma wizytacje. Żona zamieszkała z kuzynami, bo się gorzej poczuła. A George rolnik od świń zamknięty sam pomiędzy drzwiami wymiotuje niefizycznie. Wciąż sam siebie pyta dlaczego został sam, a nas dlaczego musi jeść, bo on nie musi. Pół godziny na swojej farmie oddałoby mu życie i szacunek, na który zasłużył. Nogi mu puchną. Są olbrzymie. I ciężkie. Same nogi są ciężkie... On przestaje powoli wszystko.

Ja Karolina narzekam w Anglii na pieprzone dedlajny/ostateczne terminy, które są ostateczne śmiertelnie. Przez nie tyle problemu i niepewności. Ja Karolina nienawidzę ostatecznych terminów i uwielbiam narzekać na wszystko. Bo przecież wszystko jest źle! Jestem krytyczna, uprawiam też krytykanctwo. Ja Karolina mam problemy z tą Anglią, której nie toleruję. Kupiłam dziś kartkę w miejscu zwanym angielską riwierą. Kartkę mogę wysłać, ale tylko pod warunkiem, że wróci, bo kosztowała funta. Jest specjalna. Można po niej pisać i wymazywać. Taka wielokrotnego użytku. Jeśli ktoś by chciał sobie potrzymać, zdjęcie zrobić... Adres na mejla.


  • "ostateczny termin na narzekania/zażalenia minął wczoraj"

4 czerwca 2008

2 czerwca 2008

jezebel

Blogadę

Żyje się czasem na siłę. Mam zmęczone słowa, które mało znaczą. Dziś skończyłam studia. Czekam na werdykt w mojej sprawie do dwudziestego szóstego. Poknociłam coś z hateemelem na majspejsie i nie wiem teraz jak odkręcić. Wie ktoś?
I wiem, że to subskrybujesz i wiem, że piszę do Ciebie nawet jeśli już się tu nie ujawniasz, bo jestem przewrażliwiona. Dzięki za telefony. Były mocno potrzebne.
Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce usiądziemy przy jakimś okrągłym stole, zalepionym parafiną, może krakowską, i tęsknię i myślę, dlaczego tak trzeba się zarzynać. Bez możliwości czerwonego wina w Alchemii.
Tak mi tu bardzo śmierdzą stopy i krwawią obtarcia. Szukam powodów żeby zostać. Innych żeby wyjechać. Nie mam nigdzie powodów. W sobie samej powodu szukam. Grubą kreską zaczynam się cała mazać. Tak się podkreślam. Tylko staruszkowie są wdzięczni. Uśmiechają się i mówią, że jestem bardzo miła. Idziemy na spacer, a oni pytają czy możemy iść na spacer. A ja pytam czy możemy iść na spacer. I spacer idzie. Bo łąki tu zielone mocną zielenią. I krowy mam zaprzyjaźnione, którym muszę powiedzieć, że skończyłam studia i teraz tylko do biblioteki, jak mi wystarczy języka angielskiego, będę chadzać.
Dziś byłam na obronie i się zbłaźniłam. Zdjęłam buty jak weszłam do sali. Nie usiadłam na krześle. Czułam się jak na castingu na artystę. Plotłam od rzeczy, ale że jestem w Anglii, to wszystko zakryłam. Absurdalny egzamin, który trwał 20 minut i nikt z nas nic z tego nie zrozumiał, a szczególnie powodu dlaczego się dotyka piersi.
Te młode Angliczątka myślą, że mają taki stres i siusiują, bo nigdy w życiu egzaminu teoretycznego na studiach artystycznych nie zdawali.

Boros wysyła złe zamiary i na pewno ciężko pracuje. Poeta co się uśmiecha. Wszystko mam wrażenie wróci z powrotem. Jakoś.

Jakoś się tak mówi w sztukach walki, że się zakłada blokadę. Ja założyłam blogadę.

co robić

się boję, że luby przyjedzie i wyjedzie bez słowa. miażdżąco. czemu nie można mnie po prostu kochać i wszystkiemu, co się ze mną wiąże, rosną zaraz uszy i własny rozum?

1 czerwca 2008

się wpatrują

















są tu oczy, które się we mnie wpatrują. są bezczelne i bezpruderyjne. zakazałam mówić. ale woda jakoś inaczej kapie. dźwięk inny wygląd kropli i ruchem jakimś zwrotnym. jak się tak wpatrują.