Szukaj na tym blogu

29 lutego 2008

o ciszy i o czasie

Po raz kolejny na mojej drodze stanął performance Johna Cage'a "4'33 ".
Myślę, że ten utwór, czy nazwiemy go muzyczym czy nie, zawsze nosił piętno skończoności.

Przez długi czas wręcz pragnęłam tam zobaczyć bezmiar. Pytałam siebie o powody takiego działania i zawsze satysfakcjonowała mnie odpowiedź. Nie było w niej bezmiaru, ale jakieś granice do przekroczenia.

Dziś zdałam sobie sprawę jak ważny element stanowi granica, której przekroczyć się nie da.

4 minuty 33 sekundy.

4 min 33 sekundy szansy, aby spróbować usłyszeć. Tylko tyle dostajemy.

Wczoraj jeden z wykładowców (Rob Gawthrop) podkreślił wielokrotnie, że my odzwyczajamy się słyszeć już jako dzieci. Proces odzwyczajania trwa przez całe życie, aby być może gdzieś przy jego koncu się odwrócić.

Zwykle nie słyszymy. Pamiętam scenę z takiego głupawego filmu "Bruce Wszechmogący" z Jimem Carrey'em, kiedy on zaczyna nagle wszystko słyszeć, wszystkie narzekania ludzi, wszystkie ich prośby, bliższe i dalsze dźwięki i pada na podłogę zakrywając uszy. Nawet jeśli to niedokładnie tak było, nie ważne.

Słuch absolutny by nas zabił.


Słuchałam dziś utworu Cage'a kilka razy w dostępnych mi wykonaniach.
Jeśli chcesz, można go prosto znaleźć.

Gdy mija 4 minuta 33 sekunda, i znów przestaje słyszeć, czas i cisza zdają się grać w tą samą grę.

dzielę się wczorajszą prezentacją. wtajemniczeni co sądzicie?

podpatrzyłam a uważam że warto


Nowy numer Pozytywu mozna bezplatnie sciagnac bezposrednio stad

28 lutego 2008

moje życie

Dzisiejsza szort przerwa;)


Wszy się nie pokazują od 3 dni, zatem chyba problem z Głowy. (JEJA! NIE BYŁO CIĘ WCZEŚNIEJ? NA SZCZĘŚCIE NIE U MNIE TE WSZY!) Mogę odetchnąć.
Brykanie rowerem oszczędza mi prawdziwą kupę czasu. Codziennie godzinami na górce z collegem, ucząc się samych pożyteczności, a później po jadło. A frajda wciąż z górki wyjątkowa.
Zazdroszczę Anglikom bezkupia na ulicach. I to wcale nie psy są takie grzeczne!

Muszę się nauczyć MAX/MPS czy MSP. A tam za dużo liczb. I co. Karolina będzie matołkiem w grupie. Ale jestem w odpowiednim miejscu, na odpowiednim module> facet jest ZABAWNY! i zna
się na rzeczy. Obcykamy przez 3 tygodnie dużo ważnych programów, które już zawsze będą mi pomagały w rozwiązywaniu problemów związanych z tą głupią i skomplikowaną technologią, która pozostaje niepokorna.


Mam ogromnie dużo do zrobienia. Miałam tu być na wakacjach, odpoczywać, śmiech był, że Karolina znowu leniwić się jedzie, pamiętasz? Mam 3 tygodnie na zrealizowanie projektu, który muszę wymyślić, zużyć w jakimś sensie programy wszelkiej maści>bo to procenty do oceny (a uczę się codziennie czegoś nowego!), zainstalować instalacje świadomie wybierając miejsce i kontekst, a później już tylko dostać zaliczenie, pochwały, oklaski, nagrody, uznanie i powszechny szacunek.
Długa droga do uzyskania zwykłych punktów, których wymaga Akademia.


Czuję, że mam problemy z tolerancją. Jak to zwalczać? Moje podejście do niektórych Anglików zaczyna mnie niepokoić. Ale że jeszcze nie do wszystkich, to jest jeszcze szansa, że to nie kwestia tolerancji.
Nadęcie wprawdzie mnie irytuje w każdej społeczności, ale tu to pękam.

Czuję, że mi potrzeba rozrywki i mam cały czas przeczucie, że mnie coś omija. Bo skąd ten luzik w niektórych...? On taki wyjątkowo wyjątkowy w tej całej Anglii.

Dopiero co tydzień tu jestem, a się zdarzyło na kilka miesięcy. Pomimo, że imprez nie ma i w ogóle mi się wydaje, że nic nie robię.

Spotkałam dziś na tych zajęciach z Digital Navigation i Manipulation fajnych ludzi z wydziału muzycznego. Moja mama zareagowała na to spontanicznie:
NAUCZYSZ SIĘ ŚPIEWAĆ I TAŃCZYĆ I PÓJDZIESZ DO MAZOWSZA!
Ach ta mama. Zazdroszczę Ci czasem głowy :)
Zapytała mnie:
WRACASZ Z LATARKĄ SAMA CZY Z RUMUNAMI? :D
W każdym razie mam pomysł na prezentację, co moja mama okrzyknęła dziś dzielnie najważniejszym! ;) Po czym dodała:

DOBRANOC WSZY NA NOC......

Шемкель занимается „контрабандой грешников” в рай – другими словами, он помогает им спастись. В отличие от него, единственное занятие, которое выполняют остальные ангелы, это злостное прикрикивание на него. Таким образомоказывается, что произведение Херберта читается в плане содержания наоборот, чем в плане выражения.

27 lutego 2008

ekspansywna narzekająca nieznośna...?


SUPER BYŁO!
Dziś rowerowałam! Ale było. Mówię Ci! Fajoska zabawa! Zwłaszcza z górki! Teraz rozumiem tego chłopaka, który się wyłożył i później musiał sobie przypominać czym jest okrąg...



Chłopiec przyniósł wszy z przedszkola. Wiesz co to znaczy? Komu mogę powiedzieć jak nie Tobie, że boję się o dready...? Że szósty dzień w Anglii a ja juz o ścięciu myślę..?

no musiałam no się powstrzymać nie mogłam

26 lutego 2008

zadowolona zadowolona że tu jestem!

photo Wilk
















Dobra. To nie będzie sprawiedliwe, co teraz napisze. Jestem niezadowolona w wymiarze, który pozwala mi po prostu w końcu się wypowiedzieć.

Niektórym już mówiłam, że ten blog jest terapią na frustracje. Zatem musicie znieść autoterapeutyczne zamotanie i koślawą gramatyko interpunkcję.

Mam internet. Tylko po co?
Cały czas w Polsce zastanawiałam się nad życiem bez sieci. Okazuje się, że mam dla Was radę: NIE PRZEJMUJCIE SIĘ W RAZIE PODOBNYCH WĄTPLIWOŚCI.
Nie dość, że internet mam z powietrza, to na uczelni jest na całym kampusie takie specjalne powietrze. Jest lepsze od tego domowego, bo niezmienne. Tu mam internet z niewiadomych przyczyn, z takich samych też go czasem nie mam.

Mam ochotę zacząć od dupy strony, więc zacznę od guza. Mam byczego guza na środku czoła.
Guz pojawił się wczoraj i jest znakiem, że nie jestem już dzieckiem.

Lot. Czekałam na kapryśne niebo już w Poznaniu. 50 minut. Przez pierwsze 20 minut po odprawie z 3,5 kg ubrań na sobie. Tak tak! Był show! Niemal wszystkie ubrania mialam na sobie! A w bagażu i tak po 2,5 kg nadwagi na każdy bagaż.
W końcu zawinęłam komputer w zawiniątko ze swetra i na jego miejsce włożyłam 2,5 kg mojego umundurowania. Czułam się, powiem Wam szczerze, jak w kiepskim filmie. Byłam niewyspana, bo przegrywałam resztki mojej dokumentacji do 5.30 a.m. Pojechałam na to szalone lotnisko taksówką w godzinach porannego szczytowania "pracnego"... Kiepski film ma to do siebie, że się wlecze i do końca nie wiadomo o co chodziło…

(Wiktoriański dom jest jak domek z kart. Podłoga się trzęsie. Oj się trzęsie...)

Jechaliśmy długo i już czułam, że mi się nie podoba.
Wsiadłam do autobusu, który miał mnie zawieść do samolotu po tych dziesiątkach minut oczekiwania; nagle ktoś mnie trąca. Już miałam trysnąć jadem, który się zbierał przede wszystkim gdzieś w okolicach ślinianek.
„Czy ty czasem nie zmierzasz do Totnes? Napisałaś do mnie przez naszą-klasę, że szukasz pokoju z powodu stypendium :) Jestem tą, która ci nie odpisała :) Poznałam cię ze zdjęcia.” Tak. Ta nasza-klasa…
No powiem Wam szczerze, że to był taki cud, który nie istnieje, bo ja miałam kupę w spodniach dostrzegając w bliskiej obecności samolot wielkości mojego przedszkola, który miał lecieć za chwilę jak motylek…, któremu ktoś nadepnął na skrzydełko. Dziewczyno Koleżanko Zbawienna! Życie mi Magdo… wspomogłaś. Miały rację wszystkie sroki, które przed moim wyjazdem srokały, że gdybym leciała z kimś, do kogo można gębę otworzyć, byłoby Karolinie lepiej.
Było dopóki się nie zaczęły pierwsze turbulencje, a miało być ich jeszcze kilka.. Gadanie nic nie pomogło. Trzeba się było skupić, żeby nie zacząć sikać ze strachu. Skupiłam się. Nie uciekłam. Się nie posikałam.

Nic NIC nie przebije lądowania. A mówiłam już, że tylko raz spojrzałam w okno? Żadnych rewelacji…. Powiem więcej, że pomyślałam, że projekcją na ścianie bardziej bym się przejęła. Ale to nie świadczy dobrze o moim poczuciu rzeczywistości…
Oj jak my przywaliliśmy tymi kołami! Co było poprzedzone nader intensywnymi wygibasami na boki. Przestałam wierzyć, że fakt niemal bycia na ziemi nam pomoże. Pasy odpięłam jak pół samolotu zrobiło się pustego. Mówiłam już, że to był mój pierwszy lot?
Później miałam niemal zwymiotować na krętych lewostronnych uliczkach Bristolu, bo się okazało, że Anglicy nie wyprzedzają. Nawet jak jedzie przed nimi traktor. A jeśli już, to tolerancja na dogodne warunki musi być poszerzona, po angielsku.
Miałam zmarznąć, ale w towarzystwie koleżanki współtowarzyszki, która skupiała się żeby nie narzekać. Obok źrebaczki w postaci dwóch niepełnoletnich beztrosko w krótkich rękawkach dostawały zapalenia płuc. Poprawka: dostałabym ja. Anglicy mają inną odporność mi się zdaje.

I później to już tylko spostrzeżenia.

Dzieci brudne z klikami z nosa do kolan prosto z kościoła...


Wszystko brudne, reklamówek pełno na poboczach i tego całego plastikowego plugastwa, a podobno ekologiczne zagłębienie odnalazłam do zamieszkania.

Kraksa na moich oczach wrażliwych, bo chłopak nowym rowerem z wysokiej górki kozaczył i wjechał na „leżącego policjanta” (ogranicznik taki), który jest bardziej brutalny/brytalny niż w Polsce. Koło wyglądało jak sofisto twist> pamiętacie babki, że włosy się tym plątało w sprawie koka jak się jeszcze włosy miało? Idiota zapitalał chyba z 60km/h.

Wszystko się inaczej zamyka, że człowiek nie wie czy już wszedł, czy dopiero go wpuszczają. I to nie, że technika. Tylko że taka technika, która za zadanie ma uwyjątkowić każdą najmniejszą pieprzoną drobnostkę. 10 minut stałam i czekałam, aż ktoś mi pokaże jak wejść do sklepu, w którym miałam zostać wkrótce oszukana na 10 pounds. Drzwi były, ale ustalić czy wejściowe, wyjściowe, pożarowe, zapasowe czy służbowe było nie lada wyczynem.


Mają takie kosze, gdzie się podpaski w krwi ubroczone brzydko zawija w folijkę elegancką i żeby samemu nie oglądać krwi innych, zgrabna półeczka podaje śmieć do innych śmieci. Nie korzystałam, ale frajda to musi być z tego nie - patrzenia.

Znalazłam centymetr krawiecki przy dentyście, a zawinięty był częściowo w cmentarnego kwiatka. Ci ludzie dziwnie się zachowują. Śmieci świadczą o ludziach. A według mnie opowiadać mogą ciekawe historie. O tych ludziach? Może o ich historiach, które się krzyżują jak jabłonki.


Nie ważne, że zjadane właśnie jedzenie spadło na ziemię, wypadło z patelni gdzieeś, wpadło Coś przypadkiem, bo się sięgało do półki z gwoździami, czy inne takie pogmatwane.
Anglicy nie zjedzą niczego, co leży dłużej niż dwie godziny na powietrzu. Wnoszę nawet, że godzina się czasem skraca do kwadransa. Wnoszenie sprawdzone empirycznie. Oni po prostu uważają, że to się nie nadaje. 5 dni leżały ziemniaki w mikrofalówce zamknięte, oj jaki krzyk, że miały być na obiad jak je wyciągnęłam, a ochrzan trafił na dziecko. Dziecko też człowiek ;) A on miny do mnie stroi. W każdym razie było w mikrofalówce bezpieczniejsze przez 5 dni, niż gdyby poleżało bez opieki z godzinku, Gabaszu godzinku!

Ubóstwiać będę już zawsze Ginger Beer wszelkiej maści, ale przesadziłam biorąc coś o nazwie Black Pearl. Zdrowo przesadziłam wykonując załyk szeroki nieświadoma głupia wieśniara ja.


Dzisiaj byłam na sesji. Sesja to dobre słowo zasłaniając terapeutyczność. Po co oni tyle gadają do jasnej cholery! Przecież ja wiem, co oznacza rozmawiać o koncepcjach, nawiązaniach, kontekstach…… Trochę upośledzona się czułam. Jak się później okazało najmniej ze wszystkich, bo reszta miała mieć oczy jeszcze szerzej otwarte razem z żuchwą. Okazać się to wszystko miało po prostu na miejscu i o świadomej konstrukcji. Dziś był pierwszy dzień nowego semestru. Zwierzalność spuchła do ogromnych rozmiarów, a wszyscy wyskoczyli na tea time jak z procy. God bless tea time…

Dziecko mnie nienawidzi, bo zabieram mu pokój. Jedno już nienawidziło, bo mieszkam w nim teraz. A tamto pierwsze ma się ze mną zamienić, bo trzeci raz w ciągu czterech dni nabiłam sobie guza o zwisające łóżko moje. Nabiłam go sobie o łóżko, na którym śpię, bo wisi na wysokości trzeciego oka… A pod nim mam szafkę. Jest tu, bo pokój jest na tyle mały, że tu tylko może istnieć żeby w ogóle istnieć.
Niedługo zamieniam się z chłopcem pokojami i mnie bardzo z tego powodu nienawidzi. Nienawidzi wprost proporcjonalnie do tego, jak często jego mama mówi, że ON ZAWSZE CHCIAŁ MIEĆ TEN POKÓJ. Obiecałam mu coś namalować na ścianie w ramach przekupstwa. Te dzieci to by tylko rękę wyciągały ;)




Mają problem z alkoholem. To znaczy Brytole dorośli, nie dzieci. Tak nam powiedział Roger/przyjaciel/odpisywacz na mejle jeszcze z Polszy. Oni nie wiedzą co to problem z alkoholem, zgoda?
Impreza zaczyna się o 9 p.m. Zaczynają się zjawiać ok. 10 p.m. by być ok. 10.30 gotowi. 12.00 i po sprawie. WYgonitwa. Bye bye. Buziaczki żeby nie było, że nie zauważyłem. Ja chyba nawet nie zanotowałam czy ktoś tańczył. Ciekawe jak czuje się dj, bo kolega, który robił wizualizacje zbladł po rumuńsku, bo i u nich impreza kończy się nad ranem…
Kiedy tu pić? Myślę, że Londyn żyje innym życiem, ale niezupełnie angielskim. Czuję w kościach, że ten Londyn to mi bliższy będzie polskością niż sama Polska. Tu w Totnes – Anglia. Mała dziura. Anglicy przez duże A.


Mówiłam już, że herbata inaczej smakuje? Nie nie. To ta sama. I w czajniku elektrycznym, ale oni jakąś wodę mają niezbyt wiadomą... Jakąś taką.. W każdym razie kamienia w czajniku nie ma wcale.


c.d.n.

MÓWIŁAM JUŻ, ŻE NIE WIDZIAŁAM JESZCZE SŁAWNYCH OGRODÓW DARTINGTON HALL?

Ale widziałam przez płot krzaki tych ogrodów, ale tylko dlatego, bo tam performance był, którego fragmentem się dzielę. NATHAN WALKER - As small as a Fist

I AM WHO I AM BO PRZECIEŻ TAKA WŁAŚNIE JAK WIDAĆ! (?)













photo : Wilk


Długo myślałam o tym, że mam tu całkiem świeżutką szanse. Taką nowiuśką, wiecie, jak nowe rajstopki, których przeznaczeniem jest się porwać!
Szanse po prostu. Żeby nabrać rozsądku, ogłady bla bla bla..

Dziś miałam bliskie spotkanie i od razu wylądowałam w kącie.

Różnica temperamentów? Nie wiem o co chodziło. Ci, którzy mnie przypadkiem znają, wiedzą że decybelowo nawet w Polsce mój śmiech bywał ponad normę.

Moi drodzy. Anglicy te normy mają gdzieś około pół ciszej. Bo oni są delikatni.

Nie uważam, żeby artyści byli jakimiś świętymi krowami, którym należy schodzić z drogi, a najlepiej to jeszcze w ciszy i spokoju z opuszczoną głową skrycie kontemplować ich łaskawe przechodzenie przed twoim niegodnym obliczem. Sądzę również, że czasy, w których galerie były miejscami świętych przebywania, minęły. Wręcz przeciwnie, myślę, że czas się w Końcu odczarować.

Decybele mojego śmiechu zakłóciły dziś świętych przebywanie. Nie. To nie było czcigodne ich występowanie. A przerwa pomiędzy prezentacjami, kiedy wszyscy mniej czcigodnie zapijali swe najmniej czcigodne gardła. A ja pomagałam Szanownej Koleżance Bliźniaczojęzycznej zrobić zdjęcia na jutrzejszą prezentacje.

No i co z tego, że śmiesznie wyszła/m i się zaśmiałam rubasznie?! Ja się tam cieszę jak ludzie się cieszą!







P.S. Pisze do Ciebie, ale jeszcze poczekasz na publikację chwilę, bo mam 3 strony wspomnień z samolotu i dworca, pierwszych zjawisk angielskopokracznych i innych.. Ale się spiąć muszę i to ubrać w surducik, żeby później nie było, że nie wiadomo o co mi chodzi.


Nie wiem, ale dziwna Anglia! I póki co po prostu nadęta! Ojej!



P.S.1 Zawsze myślałam o sobie jako o spokojnej. Takiej co siedzi w kącie i więcej patrzy niż gdera. ALE JA JEDNAK GDERAM.....

17 lutego 2008




Jakiś czas, z powodu poczucia beznadziei myśli i słów, mnie nie będzie.

Wrócę w Anglii..

16 lutego 2008

Dartington College of Arts




Do you speak Mozambic? Yes, I don't.

No to powoli docierają do mnie te owce, które spotkam na swojej drodze. Wełna chodząca po naturze. Wiecie na co czekam? Że oni mają większe okna. Nie wiem skąd mi się to pojawia. Co myślicie?
Pakuję narazie wirtualnie się.

Powoli ustalam ze swoja głową czego będziemy obie potrzebowały.

Niestety książki ważą dużo. Czasem żałuję, że nie mam bazy danych, w którą da się po prostu wrzucić treści, by później je odtworzyć.

Inaczej ilustrując... Mam w głowie taki system w realu, który polega na zwykłym "kopiuj wklej"..

Moment>chcę!>mam! bez zbędnego problemu.

Kobietom udowodnię moje racje tak oto>

hoho aleładneteżchcezatakątorebkęskoczyłabymwogień

>kopiuj wklej>

hoho i mam :)


Nie wiem, ale taki sposób majstrowania między rzeczywistościami sprawia mi niebywałą frajdę.
Zastanawiam się również nad innymi kombinacjami, ale to może czasoprzestrzeń udowodni ;)

Narazie zgrzyty w moich trybach.

Jak bardzo zmieni sie moje życie?
Zostanę piekną blondynką? Z blond włosami przybędzie urody? To by było ciekawe rozwiązanie, gdyby każdy kolor włosów wiązał się z innym życiem. Taka reklama na opakowaniu. Bądź ruda ~ staniesz sie bardziej punktualna i pokochasz koty. Bądź szatynką o genialnym muzycznym słuchu.
Wiem na pewno, że żyję w przekonaniu, że język angielski, którego uczę się od 7. roku życia, to na pewno zupełnie inny język, niż angielski, którym posługują się Anglicy.

15 lutego 2008

'piszesz o trzeciej płci w dwóch zdaniach i nie wyjaśniasz, dlaczego Ci dwie pozostałe nie starczają, do czego Ci potrzebna trzecia'

Pisze o trzeciej płci nie w sposób, że niby mi dwie pozostałe nie wystarczają, tylko piszę, że istnieje.

Potrzebna mi trzecia, jak i Tobie, aby wyrwać się z roli społecznej w jaką wciska życie. Żebyś na dom wcale sam zarabiać nie musiał żonę w zmywarkę wciskając i pozwolił sobie czasem być wrażliwym facetem etc. Gdyby tak głębiej pomyśleć, to właśnie wpadła mi do głowy myśl, że mężczyzna posiadając chromosomy oba (xy), bliższy jest płci trzeciej.

[Gender, o której tak wspominam beztrosko, to nie płeć jedynie fizjologiczna, ale przede wszystkim społeczna. A to wszystko sie tu wzięło z rozmowy z pewnym fińskim przyjacielem....]




Pisze po to, żeby zapytać, czy kiedykolwiek myslałeś/-łaś o jej istnieniu i zawieszam piekielnie nie mówiąc o co mi chodzi.


Pogadajmy.

uwielbienie absurdu ale mocno tu a nie w kreskówce







Przyznaję się bez bicia, że przyszłam do tej kawiarni, aby pogadać i kawy się czasem napić. Pogadać o kotach i kotkach, bo moja wysterylizowana jakby posmutniała marcowo. Tak jak oko lekko przymknę, to nawet łzę 4 cm przed jej uchem widzę. To duży kot.
Fakt. Nie wszystko co mówię jest jednoznaczne. Uwielbienie absurdu jest u mnie jak istnienie hormonu trzeciej płci (gender a nie sex). Czuję działanie, odnajduję działanie, zadziwia mnie działanie! Ale nie jest zorientowany na wyłączność. Ten hormon. Będę zatem rwała myśli, bo odkrywam nowy rodzaj blogoesejowania /błogoesejowania/. To takie wrzucanie do garnka przed wodą składnika, który ma zdecydować jaka to będzie zupa.
W trakcie niedawnych moich rozmów poznańskich próbowalismy nazwać społeczne zadania trzeciej gender. Jednym z jej odsłon jest SuperHero. Ten, którego znamy z bajek, ale i z życia, bo odbiega wyraźnie od zadań społecznych znanych nam płci.

Próbuję was i siebie. Może nawet nadziać na widelec.
Ale to narazie tak bez zobowiązań.... Żeby poznać narzędzie.






14 lutego 2008

"KSIĄŻE Z BAJKI?!? MAM GO W DUPIE TEGO KSIĘCIA!! ZOSTAJE NIEZALEŻNĄ KSIĘŻNICZKĄ!!" (M.)

A tak poważnie już całkiem..
Satysfakcja. Gdy dowiedziałam się w końcu przez WIKIPEDIE jakie są rodzaje biustonoszy i co to do cholery jest ta bardotka. Gdy fiszbina okazuje się być drutem podpiersiowym, który najczęściej wyłazi i się go nienawidzi. Czyli gdy nazwie się w końcu swojego wroga i można już całkiem świadomie deformować swoje ciało. Gdy obiad nie wyjdzie aż tak okropny, jak się zapowiadał. Gdy łokieć, który posiada elektrownię w jednym takim szczególnym miejscu, ominie futrynę w ostatnim momencie. Gdy sie okazuje coraz częściej, że mężczyźni są więźniami porządku męskiej dominacji i muszą stale udowadniać swoją męskość, która jest pojęciem ciągle negocjowanym. Męskie obrzędy wejścia w dojrzałość to nic innego jak wynik emancypacji spod władzy matki. (patrz: Pierre-Félix Bourdieu)

Dziś taki piękny dzień, a ja nie wiem jak sprowokować tu akapity, aby się ujawniły...
Nie będę się wdawać w niejasne i niekończące się dysputy nad różnicami między Marsem a Wenus.
Satysfakcja, gdy nie musze tego robić.


Myślę, że jeszcze wiele Was tu zaskoczy.

zza dywanu


14.02.08LULE 19:05:06szykuję się:/LULE 19:05:10nudyLULE 19:05:14walę tynki JA:19:05:26a idź ty JA 19:05:28:P LULE19:05:41a co??LULE 19:05:47nudzisz się widzę???:* JA19:06:18nie.wychodzę :P LULE 19:06:44ooLULE19:06:51no to luźnoLULE19:06:53obchody??JA19:07:24jakie obchody? nikogo wokoło obchodzić nie będę a i mnie nikt nie obchodzi.JA19:07:29na piwo z kumpelą idę :P

Ja tu byłam zawsze, tylko Wam się wydawało.


Miałam tu być.

Niechcący. Chcący może.
Dla każdego. Dla niektórych. Dla przypadkowych.
Dla ciekawych i ciekawskich. Albo dla tych, których ciekawa jestem ja.

Słowa są względne. Nie bardziej niż myśli. Najlepszym pomysłem się dzielę na rozładowanie frustracji. Ostatnio zaniepokoiłam się nieistniejącym fun w moim życiu.
Jak można zaniepokoić sie czymś, co nie istnieje? Można zaniepokoić się podskórnie, intuicyjnie i prześladowczo. Jeden znany mądry człowiek lubi sobie pod nosem powtarzać, że intuicja to rodzaj wiedzy, którą możemy posiąść dopiero w momencie, gdy się nią posłużymy.


Intuicyjnie tu jestem.



(graphic made by najgorszywilk@wp.pl)