Szukaj na tym blogu

28 kwietnia 2010

Lubię takie dni...

























Sztuką się zajmuję w życiu. Ale mam też życie. Miłe serdeczne. promienne. szczere i uczciwe.
Oglądam wrażliwymi troskami obłe kształty smaku, wsłuchuję się w mocne uściski dłoni.

Szczerze i wierni sobie. Należy zamieszkać w jasnym mieszkaniu z dużymi oknami i ufać sąsiadom wyrozumiałym.

Zdrapałam. Dingo przycisnął dupą i siedzi!

beuys beuys beuys
















Generalnie wrzucam tu pamięć. A gdy przyjdzie intencja, zjawisko, konotacja, napiszę. Także póki co bez komentarza. Myślę o przezroczystości.

pamiętacie House Sculpture, Rachel Whiteread?

Rachel Whiteread has created some of the most remarkable and resonant public sculptures of recent years. House (now demolished) cast in concrete the interior of a terraced house in London's East End. Holocaust Memorial is a moving memorial in Vienna to the victims of the holocaust in Austria. Yet she also frequently works on a domestic scale, casting in plaster and resin the spaces inside, around and beneath furniture, floors and staircases. Her art is a uniquely poetic response to the everyday, and to the haunting themes of memory and mortality.

In this video profile Rachel Whiteread speaks about the ideas that prompted a number of her best-known sculptures, including Ghost, her first cast of the space inside a complete room, and Monument, which established a shimmering presence in London's Trafalgar Square during the summer of 2001. She also outlines the complexities of creating her often technically challenging works, and reflects on the controversies that they have sometimes set off. /theEye

27 kwietnia 2010

Jenny Holzer

Laurent Grasso





w związku z pisaniem magisterki o przezroczystości: Katarzyna Kęsicka i Pierre Huyghe, Smithson oraz Besson.



Smithson







Besson


238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005
238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005

238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005

"Przezroczyste" billboardy
Kolejny prosty, ale mistrzowski pomysł. Katarzyna Kęsicka wymyśliła, żeby użyć billboardów sprzecznie z ich przeznaczeniem - sprawić, żeby stały się niewidoczne. Latem minionego roku w Warszawie i w Poznaniu powiesiła na nich zdjęcia tego, co zazwyczaj zasłaniają. Zgodziła się na to firma AMS. Iluzja była znakomita - billboard jako medium reklamowe zniknął na chwilę z panoramy miasta, stał się przezroczysty. Aż do następnej kampanii reklamowej.







Geant Casino, Montpelier


Bar Du Peuple, Marseille


Pierre Huyghe (b. 1962) Club offset print and pins on board 25½ x 38½in. (64.8 x 97.8cm.)
Executed in 2003, this work is number three from an edition of six plus two artist proofs Pre-Lot Text When we understand that we are on show or when we look at somebody else on show we put ourselves in the others place. Pierre Huyghe Provenance Marian Goodman Gallery, New York.





Jeśli chodzi o Pierre Huyghe, to znalazłam ciekawą drzwiową instalację.


za Ujmą

Thom Yorke: Bycie „gwiazdą rocka" wymaga super pewności siebie. Ja takiej nigdy nie miałem. Jest zbyt niepewny siebie, by być gwiazdorem.
Czy to nie jest właśnie program bycia krytykiem?
(...) Taki model bycia w świecie szalenie mi odpowiada. Owocuje według mnie krytykiem idealnym. Antygwiazdorstwo i antykrytyka. Jak dalece można być niepewnym siebie, by stracić możliwość bycia krytykiem? Nie da się być zbyt niepewnym siebie. Właśnie szczepionka z niepewności powoduje, że ma się prawo pisać o innych i oceniać ich pracę. Nie pewność, że ja jestem pępkiem świata, lecz raczej pewność, że nim nie jestem i mogę jedynie proponować pewne rozpoznania. Krytyk dobry, to taki, który wyrokuje, ale ma wątpliwości, czy to on właśnie powinien wyrokować (kto mu dał to prawo). Jednocześnie został uczulony na błąd, lapsus, niekonsekwencję. Z łatwością w gruncie rzeczy dopuszcza zdanie innych. Został uodporniony bowiem szczepionką melancholii i niepewności. Dlatego nie uważa (jakże mu mogłoby to w ogóle przyjść do głowy!), że zjadł wszystkie rozumy i jest prawodawcą.

za Izą Kowalczyk

„Ratunkiem może być tylko natura – w jej pełni, a nie w jej doskonałości”

"(...) przeczytałam niedawno niezwykłą książkę Anny Markowskiej o Jonaszu Sternie (Język Neuera). Autorka wskazuje, jak bardzo sposób życia tego artysty (m.in. jego pasja łowienia ryb) przykładała się na sztukę (obrazy złożone z ości ryb), tak bardzo ziemską (w sensie materialnym) i kanibalistyczną (Wszyscy jesteśmy kanibalami – to tytuł jednego z obrazów Sterna).
Stern kochał koty, w wywiadach mówił o lepszym, to znaczy pełniejszym odczuwaniu świata dzięki zwierzętom. Mówił, że obcując z nimi człowiek nabiera cech ludzkich, zaś obcując z ludźmi – nabiera cech zwierzęcych. Pewien chłopiec powiedział o artyście, że mieszka u dużego, czarnego kota; tych kotów, głównie czarnych, przewinęło się kilka – Fredek, Mundek, Chaimek i inne. Kota Albina nie chciał wypuszczać na dwór, gdyż jak mu tłumaczył, wolność jest zgubną rzeczą: „wezmą cię na futro”. Ów kot był bardzo mądry i rozumiał jego obrazy, bo patrząc na kości na obrazie, patrzył na pana, pytając gdzie jest mięso i prowadził go do lodówki. Przeprowadzający wywiady krytycy byli zniecierpliwieni opowieściami Sterna o kotach. Przed śmiercią dopytywał Ernę Rosenstein, jak czuje się Fredzio. Dlatego malarka wspominając artystę, wspominała też czarnego kota o złotych oczach (...)"


Kiedy ślizgamy się po cienkim lodzie, nasze ocalenie w szybkości. - za R.W. Emerson, On Prudence


Kiedy ja wciąż się unieważniam! Takim jestem twórcą.

Jest tak wiele biografii. Przeczytuję je.
Zawsze poszukuje w nich trudności, komplikacji totalnych.
Tak mam. Taka jestem z tym swoim specyficznym poczuciem humoru. Poważna przeintensywna przejęta.

Mam nietrafioną wizję samej siebie.

Te pamiętniki blogowe nie mają dziś takich właściwości jak papier.

Dziś czytam o Janet Frame.

anatomia

piekło Dantego /piekło wygląda jak ogromny stożek wijący się ku dołowi gdzie na samym dole znajduje się Lucyfer







"the pulling the skin aside like theater curtains seems to be a popular trope thruout italy, this one is by Jacopo Berengario da Carpi residing in Modena, near Bologona"

26 kwietnia 2010

Jak tylko motocykle.

Dobrze Wam obu życzę. Sezon w pełni, a w newsach nie informują o tożsamości wypadkowych motocyklistów.
Tak słońce świeci, dziewczyny uśmiechnięte, za miasto kilka minut, lenistwo na pokuszenie...
Wiem przecież jaką to ma wagę.

Uważajcie na siebie chłopaki.

politycznie

Wojciech Boros: Zasłyszane w 3PR (anonimowy słuchacz o tym, dlaczego będzie głosował w wyborach prezydenckich na Andrzeja Leppera): "Trzecia RP jest państwem mafijnym i diabła da się przepędzić tylko Belzebubem"

Isabella Rossellini's Green Porno

Isabella Rossellini's Green Porno

Isabella Rossellini has found her calling, as the director and presenter of Green Porno, a series of beautifully hand-crafted short films about the sex lives of animals / check Green Porn Snail, Green Porno Spider, Green Porno Bee etc.


Kiki Smith





Kiki Smith ^






Joseph Beuys
Meret Oppenheim
Sylvia Plath

Janet Frame
Elka Spoerri












25 kwietnia 2010

autor Kuta Robert









Za dużo artystów, za mało anarchistów. Spotkanie ze Zbyszkiem Liberą

Rodzaj:
Data:
28 kwietnia 2010
Termin:
19:30 - 22:30
Lokalizacja:
Goldex Poldex, ul. Józefińska 21/12, Kraków (Stare Podgórze)



z Emily Dickinson /przeł. S. Barańczak

Dla zabawy wytapiamy Szkiełka -
Aż wolno nam Perły wziąć w ręce -
Odrzucamy wtedy śmieszne Błyskotki -
Śmieszą nas głupstwa dziecięce -

Ale nasze nowe Ręce czują:
Kształt ten sam - różnica tylko w blasku -
Całą Taktykę wobec Klejnotów
Wpierw poznały, dotykając Piasku -

ze mnie

przestrzeń Jest obudową dla ciała.





24 kwietnia 2010

z Witkacego

nie jest to przyjemność duża
całą noc malować mordę stróża
i za marny zysk zgłębiać
taki głupi pysk

23 kwietnia 2010

podobno w drugim związku człowiek zawsze łagodzi swoje ego

W tekście O chwale Ateńczyków (Πότερον Αθηναίοι κατά πόλεμον ή κατά σοφίαν ενδοξότερο, 476 f, ed. Stephanus, 1572, T. IV ), Plutarch cytuje sławne – także dziś - powiedzenie Simonidesa, że poezja jest mówiącym malarstwem, malarstwo zaś jest milczącą poezją.

"... tylko prosilibyśmy nie całować nas w toku pracy ponieważ to nam ryje wątek.."

Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi. Stanisław Jerzy Lec

22 kwietnia 2010

"PROUD , BUT ELASTIC in the borders of TRUTH"

Generalnie ostatnio na frustrację gołoletnią chodzę wcześniej spać. Dobranoc.

Pozdrawiam rodzaj ludzki. Pipip pi i pi


Wiedziałam, że wilgocią zaszło. A suszone były gromadnie trzy lata pełne słońca.

Jak napisać pracę o przezroczystości, skoro to problem artystyczny?
Pojawiam się i znikam wokoło szumnie drżę.


Wilgocią błogo pachnie. Zima lata.

Czy zawsze musimy być o czymś skoro słowa same perforują i migoczą zamieniając przyszłość w przeszłość bez żadnego dźwięku w akustycznym niebie. Nic nie pozostaje bez znaczenia, a jednocześnie samo znaczenie pozostaje bez wartości. Samo - bezcenne.

Stoję w szkole. Piszę swojego bloga, a Pani Dziekan przychodzi i jest miła, proponuje mój dyplom na konkurs. Nic nie wie. Nie zna mnie, niczego nie rozumie.
Pędzi intuicyjnie zbierając owoce do swojego koszyka, ma nadzieję na owocne zbiory.

A ja nie jestem żadnym zbiorem, wytworem, przetworem. Nie ma mnie nikt. Pozakrywałam poblokowałam dostępy. Korytarze wypchane są pierzynami. A ja bardzo tkliwa. W embrionie z pierzyny. Niecierpliwa.
Wciąż poważna. Z punkowym chaosem i spinaczem dotyczącym spraw bieżących.

Pozdrawiam Was. Kimkolwiek jesteście. Słowami, które są tak małego znaczenia.








obie

21 kwietnia 2010


AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

20 kwietnia 2010

z „Przejrzystość rzeczy”, V. Nabokov, tłum. A. Demkowska-Bohdziewicz



„Teraz musimy skierować nasze spojrzenie na główną ulicę (…) Roi się na niej od przezroczystych ludzi i działań, w których - przenikając przez nie - możemy utonąć z anielską lub autorską rozkoszą.”








18 kwietnia 2010

gar bem



"Sztuka jest sztuką-jako-sztuka, a wszystko inne jest wszystkim innym. Sztuka jako sztuka jest jedynie sztuką. Sztuka nie jest tym, co sztuką nie jest." Ad Reinhardt



Nie obgryzam paznokci, ale też nie czytam książek. Takie zależności skupieniowe.
Garbem zacznie się teraz robić formalnie. Bo skoro coś robię, odszemkelovuję, działam w śródgronie, zaproszę:


  • PLENER IMPREZA DOBRA I RYZYKOWNA 1-3 maja 2010, Zielona Góra

2 MAJA NIEDZIELA g. 12.00 Działanie Pracowni Działań Przestrzennych Mirosława Bałki ASP w Poznaniu: akcja Pogo

  • Na zaproszenie Mirosława Bałki Juan Vicente Aliaga wygłosi wykład p.t. "Representations of sexual diversity in postcolonial times". Zapraszam serdecznie dnia 6 maja 2010 r. o godzinie 18.00 (Aula ASP w Poznaniu).
  • Wystawa Końcoworoczna p.t. Hipokretyna. Całodniowy paraliż przestrzeni w ramach festiwalu Miniatury. Miejsce: Collegium Maius, ul. Fredry w Poznaniu. Czas: 17 maja 2010 r.

14 kwietnia 2010

z Kofty Jonasza

Ballada o królu i błaźnie z morałem zaznaczonym wyraźnie

Nudził się król, z nudów był chory
Kitwasił, memłał, ślinił się i czkał
Z nudy rozpisał nawet wybory
Chociaż monarchia była dziedziczna

Wygrał wybory o własny tron
I jeszcze bardziej nudził się on

Aż w końcu nudy tak strasznej zaznał
Że do krwi obgryzał paznokcie u nóg
Zawył, zaskomlał - zawołał błazna!
Niech się w mej nudzie doszuka luk

Przygalopował spocony grubas
Komik - artysta, pseudonim Pic
Rzekł: - skoro jestem z wizytą u Was
Wasza Wysokość, opowiem wic

Przyszła raz baba do doktora...
W tym miejscu mu przerwało coś
Z królewskiej ręki pomidora
Otrzymał w formie fangi w nos

Nie stropił się tym faktem zbyt
Bowiem tu stawka szła o byt

I z miejsca w ekscentryczną polkę
Ruszył, ująwszy gatek kraj
Fruwał jaskółką, stawał kołkiem
W rytm krakowiaczka de wolaj

Potem motylkiem frunął w górę
A że przyciężki trochę był
Zamiast szpagatu zrobił sznurek
Kończąc japońskim mostkiem w tył

Nie było braw, nie było ech
Jedyny dźwięk - królewski ziew

Artysta pojął już, że przegrał
Walkę o najjaśniejszą z łask
Błazen umiera jako żebrak
Kiedy sczernieje śmiechu blask

Dobrze być chociaż żywym trupem
I gdy przemykał w stronę wrót
Poślizgnął się i padł na dupę
I stał się cud! Stał się wielki cud!

Król zachichotał, zarechotał
Posmarkał się, a za nim dwór
Magnaty, szlachta i hołota
Każdy się śmiał, jak mógł, czym mógł

Płynęła radość w świat szeroki
Na grzbietach akustycznych fal
Zerwane od uciechy boki
Taczkami wywożono z sal

Morał ballady - że zdrowy śmiech
Rodzi się podług reguł trzech
Po pierwsze - chwyt przez zaskoczenie
Drapieżnej puenty mocny smak
Po drugie - podziw i olśnienie
Że aktor naturalnie gra
Po trzecie - co najwyżej cenię
Jako kulturotwórczy fakt
Szeroki oddźwięk i zrozumienie
Każdy na dupę kiedyś padł


wotoczenie



Wiem, że wracasz do mnie. Widzisz moją niekonsekwencję i miotanie. Ludzkie to takie. Pod każdą warstwą jest miód. I uśmiech: Jest jeszcze szemkela, która wyrasta z szemkelovania. Towarzyszę. Zmaga się z otwieraniem oczu - nazywania poetyki i tłumaczeniem jej na ciepłe ciało.
Należy wracać, jeśli jest choć jeden powód.
Nie należy, jeśli jest nim zła karma.

Wracaj do mnie. Nieznajomy. Ja już jestem na Twoim tropie. Ale idę bez ruchu.

W Internecie zawsze szuka się odpowiedzi. W Internecie szemkeli jest więcej pytań. W 2000 roku jako szesnastolatka zastanawiała się jak to jest, że minęło dopiero 10 lat odkąd została mężczyzną, a ty kobietą. Długo później przyszły studia genderowe i świadomość Genderu nie Płci.
W Internecie szemkeli jest Twój Król i Nieporadna Córka, co piszą listy do Ciebie zmarłej, która jesteś przecież Nim - Lubym.
W Tym Internecie siedzi i klika pewna kobieta, która chciałaby używać skrótów klawiszowych w życiu.
Bardzo się przejmuje.

Nie. Nie chcę spocząć na Wawelu. Leżą tam tacy, co nie zasłużyli na to, żeby ich odwiedzać. Nie chcę krucjat i kontrkrucjat. Nie sądzę, że powinno się pochować Kaczyńskich w piramidzie Cheopsa. Myślą, że odpowiedzi znają użytkownicy Facebooka. Grupy zrzeszające do kilku tysięcy osób powstają szybciej niż reakcje medialne.
JA też chcę być pochowany/na na Wawelu !
Nie! dla Stadionu Narodowego im. L. Kaczyńskiego.
TAK dla Wawelu na Stadionie Narodowym!
TAK dla Stadionu Narodowego im. Wawelu!
Tak dla pochówku L. Kaczyńskiego na Stadionie Nar
odowym.
TAK dla pochowania Kaczyńskich w piramidzie Cheopsa.
NIE dla pochowania Cheopsa na Stadionie Narodowym!
NIE dla Piramidy Narodowej na Stadionie Cheopsa!

Ja wcale tego nie wymyśliłam.

Niejaki Ś. powiedział niejakiej N.M., która go zacytowała na facebooku: "Znów trzech polskich muszkieterów: etos, patos i bigos." A się okazało, że to trójka muszkieterów, o których pisze poeta Bartosz Muszyński: Etos, Patos, Bigos.

Interesuję się polityką, mam niezależne poglądy, współczuję po ludzku ludziom, zawsze stawiam na charakter i samo określanie, promuję ufanie sobie, ale i moc proszenia o pomoc, od kilku dni codziennie wstaję rano bez łez i modlitw, rozumiem wstawanie rano z łzami i modlitwami, od lat wstaję rano bez łez i modlitw, trudno nie wierzyć łzom, zauważam, że świat codziennie rano od kilku dni wygląda dokładnie jak świat codziennie rano od kilku lat, rozmyślam nad szacunkiem i od szacunku czasownikiem, nie zapominam, ale częściej planuję.

Dziś sugeruję oddać się sztuce, najlepiej współczesnej. Za garstkę grochu, który pod prześcieradło.




Ja mimo losowych i myślowych fiksacji, zabiegam o plener pracowni - badam taranowanie, konspiruję przeciwko Collegium Maius, buduję dyplomowe sosnowe krzesła, pomyśliwuję nad Przezroczystością jako problemem artystycznym, mało spotykam Dingo, więcej Granda wirtualnie, słucham ptaków przy śmietniku za oknem, tęsknię za światłem we wnętrzu, punkiem i po punku autoogarnięciem.
Stymuluję swój rozwój wielokątnie, choć czasem na pewno stymuluję jedynie fiksacje.

Mój blog staje się niewątpliwie rodzajem wiórowej dechy. Na koniec wgryzę się i skornikuję.

11 kwietnia 2010


"Żeby po twoim domu biegały gazele!"


Jakież to ludzkie, że moje sercowe rozterki są wciąż ponad rozterkami kraju!

6 kwietnia 2010

Idę, kucnę obok Dingo. I będę robiła swoje.



Znów go porzucam. Ten blog. Internet miejscami. Sama sobie dzisiaj nim krzywdę wyrządziłam.

Spotkałam Zdrapkę z Przepiórką. Wyglądali przygnębiająco. I na zdjęciu. Ale mocno razem, a ja nie mogę się wycofać z powiedzenia w maju zeszłego roku, że już widzę ich dzieci.



To nie jestem ja tu. Kaczy chód z tego bloga, w życiu jest lekkim tańcem ponad chodnikami. To tylko słowa. Przezroczysta historia o tym, że kocha się zawsze tego samego i zawsze nie w porę. Ludzie na szczęście wymyślili tak wspaniałe inne rodzaje uczuć!

Wciąż się zastanawiam kto tu trafia. To taka smutna opowieść szemkeli. Pokracznej samozwańczej anielicy - dojrzewającej dopiero żeby spojrzeć w lustro. Docenić siebie. Wciąż zbyt bardzo zależnej, zbyt poważnej. Wciąż zbyt przywiązanej do lekceważenia. Już nie dziewczyna, a jeszcze nie kobieta. Tak śpiewała przed laty Britney Spears.


Idźcie gdzieś, gdzie jest weselej. No już.


4 kwietnia 2010

1.



Ona jest dłuższa niż wszystkie, które znam. Gra na instrumencie, który
ma ponad sto lat i żeby zabrać go do samolotu, potrzebuje specjalnego
pozwolenia. Chce Nowego Jorku. Podbiera szampon i herbatę, aż zabraknie.
Ma uroczy uśmiech i kokietuje. Jest młodą bystrą kobietą, która nie ma
komputera, ale korzysta namiętnie z facebooka. Zbiera bibeloty. Otacza się,
bo buduje powoli swoje królestwo. To jest dobre, nie za wysokie królestwo
wypełnione ciuchami z second handów i zdjęciami z Holgi. Kozaki pasują jej
najlepiej, zaraz po gołych stopach. Nadaje się na babskie wieczory, nie na
koncerty heavy metalowe. Można się zapić herbatą. Można wymienić
jeansami jeśli lubisz długie. Więc zgadnij kto to.


"ludzie w całej masie są dość debilowaci"



Wszystko może się przytrafić - Marcel Łoziński

Zhuangzi

Sen motyla a niedwoistość

Zhuangzi śnił o tym, że jest motylem. Latał z kwiatka na kwiatek, był lekki, wolny i szczęśliwy. Obudził się. Czy to Zhuangzi śnił, że był motylem, czy to motyl śni, że jest Zhuangzi? W końcu między Zhuangzi a motylem musi być jakaś różnica! To się zwie Transformacją Rzeczy.

Wielkie drzewo i polowanie na małpy – prawdziwy mędrzec ukrywa swe cnoty

Uczeń i jego mistrz – drwal, przechodzili obok gigantycznego drzewa. Było ono tak wielkie, że wielokrotnie przewyższało bogatą świątynię, wybudowaną na jego cześć, stojącą obok. Z jednej gałęzi można było wybudować kilka okrętów, jego gałęzie i listowie rzucały cień na wiele kilometrów, itd. Mistrz przeszedł obok nawet nie zerkając na drzewo. Uczeń stał dłuższą chwilę, oniemiały z zachwytu, i przyglądał się kolosowi. Po chwili podbiegł za mistrzem i spytał, czemu starzec zignorował drzewo. Jakby było coś warte, ktoś dawno by je ściął - odrzekł drwal.
Podczas polowania na małpy myśliwy dostrzegł, że jedna z nich jest tak zwinna i szybka, że nawet przed nim nie ucieka. Małpa unikała strzał i naigrawała się z myśliwego. Ten jednak uparł się i poświęcił wiele czasu i energii, by udowodnić, że jednak potrafi ją ustrzelić.

Wielka ryba- mała wiedza nie ogarnie Dao

Rokrocznie książę zarzucał gigantyczną wędkę w oceanie. Przywiązywał do niej 50 krów. Po kilku dniach z wody wyciągał rybę tak gigantyczną, że mogła przez kilka dni wyżywić pobliskie wioski. I tylko wędkarze, którzy łowili małe rybki w stawach, nie mogli uwierzyć w prawdziwość tej historii.

Mewy i wrony oraz sześć palców – natura nie tworzy dobrego i złego

Mewy nie dlatego są białe, że codziennie się kąpią. Wrony nie są czarne, bo moczą się w tuszu. Nic co stworzyła natura nie jest ani dobre, ani złe. Białe nie jest lepsze od czarnego.

Pewien człowiek urodził się z sześcioma palcami u rąk. Nie było to nienaturalne, nie było to złe, ani dobre. Inny człowiek, który urodził się z pięcioma palcami, chciał mieć ich sześć. To było głupie.





Wydania polskie

Czuang-dze, Myśli wybrane, tłum. Jan Wypler, Nakładem Tygodnika "Kuźnica", 1937 (reprint: Oficyna Wydawnicza Hairesis, 1991).
Czuang-tsy, Prawdziwa księga południowego kwiatu, tłum.
Witold Jabłoński, J. Chmielewski, O. Wojtasiewicz, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1953.
Mistrz Zhuang, Prawdziwa księga południowego kwiatu – wydanie w formie komiksu, Wydawnictwo Wodnika, Warszawa 1992, (na podstawie chińskiego wydania – "Zhuangzi Shuo", Pekin 1990).
Zhuangzi, Prawdziwa księga południowego kwiatu, tłum. Marcin Jacoby, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2009

Pictures of the Week


Pictures of the Week

<,>

nie jest proste to zakochiwanie i odkochiwanie się ciągłe.
taka świąteczna refleksja... bo serce ma swoją własną pamięć.
oczywiście dobrze, że mimo ogromu nieszczęścia i niedoboru wiary, wciąż się człowiek może tak zwykle po ludzku od tak zabujać ponownie.
po staropolsku i staroeuropejsku. bez ceregieli, bez pozwolenia od rady gminy.
bezczelnie i na całego.

wiosna. cwany Dingo lata po urwiskach, a ja opalam się przez okno.
słońce takie, że groszki topnieją!

chciałabym, żeby Zdrapce było dobrze, bo jak patrzę w słońce przez brudną szybę to przypominają się mi nasze dawne wiosny.
było dobrze.

a chłop się po staropolsku zakochał bez ceregieli. tak o.
moje serce ma swoją pamięć.


z Marii Szyszkowskiej

Oto bardzo ciekawy artykuł:

MIŁOŚĆ EROTYCZNA A EGOIZM

Każdy z nas pragnie być szczęśliwy. Również masochiści i sadyści pragną szczęścia uzyskując go na właściwej sobie - a niemożliwej do zaakceptowania przez innych - drodze. Zresztą szczęście ma wymiar indywidualny, niepowtarzalny.

Wielu myślicieli, a w tym Kant i Nietzsche, wskazuje na to, że celem życia człowieka nie powinno być szczęście, co nie znaczy, że mamy go nie doznawać. Jest to jednak zagadnienie odrębne, które tu pominę.

Nie ma wątpliwości, wyrażają to wszak od wieków poeci, że intensywne i namacalne przeżycia szczęścia przynosi nam miłość erotyczna. Jest ona zresztą odwiecznym tematem twórczości literackiej i artystycznej. Jest także źródłem najgłębszych cierpień i rozterek życiowych. Miłość erotyczna czyni na zależnymi od tego, kto ją w nas wywołuje. Nie ma znaczenia w tej miłości ani wykształcenie, ani pochodzenie, ani status majątkowy, ani różnica lat. W miłości erotycznej nie mają znaczenia również cechy charakteru tego, kto wyzwala w nas to uczucie.

Problem zawiera się w tym, że narosło wiele obłudy i przesądów wokół miłości erotycznej. Obyczajowość danej kultury stara się ją okiełznać i poddać rozmaitym rygorom. Ustroje totalitarne - a więc narzucające całemu społeczeństwu określony rodzaj światopoglądu i jeden typ moralności - z reguły starają się tę miłość okiełznać, poddać rygorom, kontrolować, a nawet narzucać swoisty ascetyzm, mający inne uzasadnienie niż religijny. Podobnie wiele wyznań religijnych przekonuje swoich wyznawców, że doznania erotyczne jako cielesne są źródłem grzechów. W nakazach niejednego wyznania religijnego, co nie znaczy, że we wszystkich, skłania się wiernych, by traktowali swój seksualizm jako środek służący prokreacji. Oczywiście są religie, które są świadome tego, że erotyzm, bywa, że splata się z uduchowieniem.

Miłość erotyczna wzmaga poczucie urody istnienia i sprawia, że mocniej wrastamy w czas teraźniejszy. Wartość istnienia staje się niewątpliwa. Miłość wzmaga optymizm, wiarę w siebie. Jest to oczywiste, ponieważ obdarzanie uczuciami odczuwamy zarazem jako aprobatę kogoś dla siebie.

Jest interesujące, że uczucie o którym tu mowa wzmaga egoizm. Inni, bywa, stają się dla nas, w chwilach wielkich uniesień miłosnych, potrzebni do tego, by móc im „wykrzyczeć" nadmiar przeżywanych uczuć. Miłość czyni nas mniej uważnymi w stosunku do innych, nawet bliskich osób. Zostało to znakomicie wyrażone w powieści Romain Rollanda „Jan Krzysztof". Zakochani w sobie separują się od świata i wpatrzeni w siebie, i w uczucie ich łączące, „wypalają się". Zredukowali bodźce zewnętrzne do tego stopnia, że po jakimś czasie nie mieli sobie nic do powiedzenia. Z takiego niebezpieczeństwa zdawała sobie sprawę Simone de Beauvoir oraz Sartre. Jednym z ich sposobów spędzania wspólnego czasu było obserwowanie stałych bywalców ich „własnej" kawiarni oraz budowanie możliwych, wyobrażonych historii życia miłosnego tych, których twarze wzbudziły zainteresowanie.

Potęgowanie przez miłość erotyczną egoizmu dotyczy szczególnie kobiet, które zaabsorbowane miłością, zdarza się, i to nie rzadko, że zrywają więzy przyjaźni, czy raczej je zawieszają, by potem, gdy miłość przemija, poszukiwać na nowo owego kontaktu.

Dzieje życia wybitnych twórców są wyrazem tego, że tworzyli we wzmożony sposób na ogół w okresach cierpień miłosnych a nie w chwilach upojenia miłością.

Miłość, kultywowanie tego uczucia, wymaga czasu. Ktoś, kto się spieszy, ktoś, kto konkuruje z innymi zmierzając do pomnożenia majątku, traktuje naogół miłość instrumentalnie.