Szukaj na tym blogu

30 stycznia 2010

skopiowane od automacieja, bo nie przestaję myśleć o tym, że można tak spędzić choć tydzień pracy.... bo się okazuje że to zasady realnej gry.


Dylemat więźnia jest jednym z klasycznych problemów teorii gier. Jest interesującą abstrakcją całej klasy sytuacji, gdzie dwie strony mogą wybierać pomiędzy kooperatywnym i niekooperatywnym zachowaniem. Jest to też gra, w której można osiągnąć wynik zysk-zysk oraz strata-strata. Dylemat więźnia nie ma zastosowania do sytuacji typu targowanie się, gdzie zysk jednej strony oznacza stratę drugiej; opisuje on raczej sytuację w której gracze tworzą zespół i pracują razem.

Jednym z głównym elementów dylematu więźnia są cztery poziomy wypłat, ustawione w taki sposób, że największy zysk osiąga się „wrabiając” drugą stronę.



Dylemat więźnia, wypłaty



W grze są cztery możliwości.



Dylemat więźnia, strategie i wypłaty



Jeżeli obydwaj gracze kooperują, wygrywają: zysk―zysk. Jeżeli jeden zdradzi, zyskuje jeszcze więcej: duży zysk―duża strata. Jeżeli obydwaj zdradzą (zagrają niekooperatywnie), obydwaj tracą: strata-strata.

Wpadłem niedawno na pomysł rozszerzenia dylematu więźnia w taki sposób, żeby zamodelować bullying, a potem szukać najefektywniejszych strategii. Główne elementy rozszerzenia modelu byłyby nastepujące:

  • Jest wielu graczy.
  • Każdy gracz gra wielokrotnie z wieloma innymi graczami; w każdej grze biorą udział dwaj gracze.
  • Gracze mogą obserwować gry w których nie biorą udziału
  • Obserwacja może być myląca, na przykład zdrada może być widziana jako kooperacja.
  • Jeżeli gracz zdradzi i informacja o tym wydostanie się na zewnątrz, gracz może zostać „ukarany” przez pozostałych graczy, tak jak na przykład w strategii wet za wet.

Bullying byłby wtedy, kiedy jeden z graczy zdradza (atakuje?), wygrywa dużo (duży zysk―duża strata) i ukrywa to przez środowiskiem. W następnej turze zdradzony gracz, jeżeli stosuje strategię wet za wet, powinien się bronić czyli grać niekooperatywnie. Niestety, jeżeli tak zrobi, zostanie przez środowisko uznany za atakującego (czyli tego który zdradził pierwszy) i ukarany. To powoduje że gracz, pomimo że został zdradzony, nie może się bronić ― w następnej turze musi grać kooperatywnie, co powoduje że jest się podatny na kolejny atak i znowu poniesie dużą stratę. Jeżeli prawda o tym że bully zdradza, nigdy nie wyjdzie na światło dzienne, może on pozostać bezkarny na nieskończoną liczbę tur.


źródło cytatu

29 stycznia 2010

story about the Greek Gods

Wspominając wczorajsze myśli, dlaczego widzenie rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, tak bardzo nas przygnębia? Dlaczego wszystko traci swój sens i magię, gdy postępujemy logicznie?
Czy to źle, że widzimy jakie są konsekwencje, zanim jeszcze wykonamy ruch?
Czasem człowiek tak bardzo zasłania się oczekiwaniami, że nie zauważa prawdy. A przecież o nią chodzi.

Morgan Freeman w filmie "Feast of Love": "Jump, but with your eyes open."


"There is a story about the Greek Gods; they were bored so they invented human beings, but they were still bored so they invented love, then they weren't bored any longer. So they decided to try love for themselves. And finally, they invented laughter, so they could stand it."

Czy ja muszę no naprawdę, płakać nawet na kiepskich amerykańskich?

Weronika postanawia umrzeć.




Aż zmieniłam sobie zdjęcie profilowe na facebooku, które to nie pochodzi z otchłani moich kieszeni, a zostało ściągnięte, gdyż od dwóch dni jestem totalnie spedeefiona:



Gustowne i urocze. To ja. Czy ja aby nie jestem za chuda? Ciało by się przydało, by wyglądać dostojnie. Tak jak się czuję ;)

paraanegdoty

"Lubię Cię. Nawet nie podchodź do moich wrogów."

"Że co kurwa?"

28 stycznia 2010

"Kochankowie moich kochanków są moimi kochankami."

"Każdy przychodzi na świat z przypisaną sobie ilością rżnięć i jeśli się ich nie wykorzysta, wszystko jedno z jakich przyczyn, z własnej czy z cudzej winy, dobrowolnie czy pod przymusem, traci się je na zawsze." G.G Marquez "Miłość w czasach zarazy"

24 stycznia 2010




Z okazji Świętego projektu w pracowni Bałki, nasza grupa wyrusza na daleką wyprawę w poszukiwaniu granic. Avabaf, Anna i ja jedziemy na Mierzeję Wiślaną śladami Św. Wojciecha aż do granicy rosyjskiej...
Zima najsurowsza wobec nas tam.

Ja, w pomiędzy, sesję mam i egzaminy zaliczam. Projekt latawiec oczekuje wypełnienia. Dingo siedzi obok i projektuje stronę we flashu. Dobra niedziela to.



20 stycznia 2010

people no zobaczcie co robi moja niemiecka koleżanka u Anglików









The Emely Research Centre was established to conduct research on potato-oriented issues.

In January 2010 the first Emely Research Centre conference will take place. It's theme is
Figuring something out with the help of potatoes

This is the schedule so far:

27th January
The first day of the conference is all about figuring out how to socialise with the help of potatoes.
Different kinds of potato salad will be served throughout the day at the Emely café.

Artist in Residency Trish Scott will run a workshop: "Potatoes as a Conversational Tool"
The potato will be used both as a physical and conceptual word building device. Participants will have the opportunity to carve letters from potatoes and play scrabble, leading to meaningful forms of linguistic and social exchange.
Those with an aversion to sociability can follow the alternate pathway "How to disguise oneself in a Fish and Chip shop". Participants will have the opportunity to transform potato peelings into a suit that, when worn correctly in a chip shop*, will render them indistinguishable from kitchen refuse and thus release them from the social pressures of conversation.

[* Please note: Disguise will only work in a) a chip shop kitchen and b) a chip shop kitchen that manufactures chips from scratch.]


28th January
The second day of the conference is dedicated to dilettantism and how potatoes help us to speak and think about it.

As a warm-up activity, Robin Hutt will be leading a passive exercise session for couch potatoes at 9.30am. All movement will be minimal and all exercises can be replicated safely on a couch in your own home. Potatoes will be provided. Please bring a couch if you have one.

There will be an ongoing discussion at the conference table, stimulated and interrupted by the esearch Centre Library and the following presentations:
11am
Rosalie Schweiker will use potatoes to elaborate the five main methods of dilettantism:
1.Not thinking about what one does (Ignorance and Limitations)
2.Doing it for oneself only (Subjectivity and Standards).
3.Doing what someone else has done before (Originality and Reproduction)
4.Not knowing how to do something but doing it nevertheless (Autonomy and Limitations)
5.Using something instead of representing it (Love and Money)
To put theory into practice she will also demonstrate her reproduction of Sigmar Polke's Apparatus Whereby One Potato Can Orbit Another. (See the original here: x ).

1pm
Arthur Hazlewood will show the conference his work "From which remarkably enough nothing develops" and explain how he has been influenced by potatoes and the discussion of dilettantism in Robert Musil's novel: The Man Without Qualities and in Joanne Lee's article Unprofessional Development (Read it here). The public will be invited to try out his work (See it here: IMG_6021.JPG).

3pm
Rosie Lee will be introducing the Starchy gallery. The Starchy Gallery has ever sinced promoted the Triumph of the Potato, how it has absorbed celebrity imagery, reshaped it in its own central domain and touched us profundly. Or as the article "Celebrity Potatoes - A 21st Century Phenomenon" puts it:
"Since its launch in 2004, The Starchy Gallery, South London blah blah bah blah blah wintessed the rise of celebrity potatoes blah blah blah blah, blah blah blah blah blah blah blah blah, and its significance in British Culture today" (read the whole article here )

29th January
11am
Artist's talk with the Emely's Artist In Residency: Trish Scott.
Through linguistic analysis Trish Scott will uncover the pivotal role potatoes play in life, as it slowly unfurls. To test out her theory she willl re-examine several works of popular literature in order to prove the vital role potatoes play in plot development. Then she will see if similar principles can be applied to a number of outstanding mysteries submitted by members of the public. In order to aid this research, and embrace the subject matter to its sensory fullness, Trish Scott will keep to a strict diet of potatoes for the duration of her residency.

Parallel to the conference there will be an exhibition by Sarah Bahr at the Emely, featuring a selection of her masterly potato prints. Sarah Bahr currently studies at the Ecole des Beaux Arts in Lyon, France, and has been working with potato prints since the age of six.

If you would like to participate in the conference or have a suggestion, please email rosalie.schweiker [at] googlemail.com

źródło

the most useless machine


19 stycznia 2010

Zadziwiam się zdziwiłam

Zadziwiające odkrycie. No mam coś w głosie. Warczę warkoczę. Że Ci, co mają być autorytetami, słyszą, że nie są.
Wobec jestem. Pani od metodyki, Prodziekanka, no i Mamma od Św. Marcina. No co ja. Same kobietyyy??
Pan żaden się nie zgłosił.

Ciekawe czy tak samo mam normalnie? Nie mam wyjścia, zapytam.

bo widzę wszystko jak przez mgłę

Nie wiem jak ogólna opinia. Ale wokół tego klipu da się odczuć bliżej nieznaną przyjemną woń.

Tak. Skoro już jest jak jest, i jest tu wszystko, co jest siłą rzeczy, być może się samo zmieni, niech będzie też ten klip.



18 stycznia 2010













Jaime Pitarch - "Cyclops", 2002, Modified glasses, 3.5" x 2.75" x 6"











tak. Londyn w marcu.



"How It Is" Miroslaw Balka ,Tate Modern, Turbine Hall /źródło



To się wszystko ładnie ułożyło. Niby jedziemy pracownią, ale co to za "pracownią" skoro każdy sam i sam sobie w Londynie.
Więc plan jest przepiękny. Już mamy bilety. Jedziemy Rosalie spotkać. To znaczy ja jadę ją spotkać, a Dingo poznać. Ach wzruszy się. I ja. Myślę teraz..

W związku z odkryciem kilka lat temu, że ja się mogę przyjaźnić, że się mogę z kobietami przyjaźnić, że raczej już nie będę się tak bardzo przyjaźnić z mężczyznami, póki nie zrozumiem, przyjaźń z Rosalie, choć kontakt sporadyczny, dodało trochę ducha do mojej duszy. I mam większą, o.
Jest większa o Jarzębinowe Wzgórze, Kołodzieja, Isę, Gabuszę, Kanibala, Lulę i Rosalie. Od niedawna kawałek duszy przynależy też Budapesztowi i Julijanie.

Kobietu kobietu. A każda inna. A żadna nic o sobie nie wie. Kobietu kobietu...








elektro akustyczne smaczki












BARDZO POLECAM KONTAKT Z TAKĄ SZTUKĄ ZIMOUN
(Zimoun (CH), born 1977 in Bern/Switzerland)

"I defy you to avert your eyes or plug your ears, such is the visual and aural allure."
ŹRÓDŁO










nigdzie nie dostanę pracy. nie chodziłem na rysunek. jestem bezproduktywny. za bardzo się rozdrabniam.



Konrad Smoleński

naprawdę nie wiem

17 stycznia 2010

rozmowa





Wiesz tak sobie myślę. Czytam coś i myślę. Że nie ma sensu przywiązywać się do tego, jak jest teraz. Przecież wiemy, że nie tak chcemy, wciąż szukamy siebie, i właściwej czasom i sercu oprawy. Czasem mam wrażenie, że wokoło jest bardzo ciemno, a ja na tej niewielkiej przestrzeni jestem latami; miesiące całe trwa nauka chodzenia i rozpoznawania. Później, jak już umiem, żal się rozstawać z tymi umiejętnościami. Jestem przecież własnym małym mistrzem. Ale przecież wiem, że to nie o to chodziło. To tylko droga. Tam czeka coś kolejnego. Uczę się siebie i tego, czego mi potrzeba.
Z Tobą jest tak samo. Każde z nas jest we własnej ciemności. I nie możemy kochać się zbyt bardzo, bo wtedy ślepną dłonie, i niczego nie można już wyczuć. Będzie jeszcze różnie. Dobrze jakby udało się porozmawiać o tym później, w innej ciemności, szarości czy błękicie.

Po prostu nie jesteśmy połówkami tego samego jabłka. I nigdy nie będziemy. Jesteśmy dwoma owocami Dingo!



czytam fragmenty przez opcję on-line
Anda Rottenberg "Proszę bardzo"






Na facebooku jest taka aplikacja, która się nazywa Porady Misia Luja. I on powiedział któregoś dnia: "Sztuka jest sztuką. A wszystko inne jest wszystkim innym."

16 stycznia 2010

sobotnio

galeria handlowa Malta/zdj. szemkela

15 stycznia 2010

Piękna, oczywiście również dramatyczna, opowieść o rządzie zanurzonym w odmętach wody, obradującym w rybnym towarzystwie, nieprzystosowanym do warunków, trochę na wygnaniu w imię wyższej sprawy...
Bardzo to poetyckie. Odkrywam oczywiście z opóźnieniem, jak wszystko.









The government of the Maldives has held a cabinet meeting underwater to highlight the threat of global warming to the low-lying Indian Ocean nation.

President Mohamed Nasheed and his cabinet signed a document calling for global cuts in carbon emissions.

Ministers spent half an hour on the sea bed, communicating with white boards and hand signals.


źródło: BBC and you tube

14 stycznia 2010

jakoś szkolnie


















/zdj. szemkela






To jest jakieś szaleństwo! Być może wszystko spowodowane jest tym porannym obrączkowym zaćmieniem słońca, bo to w końcu najdłuższe zaćmienie w XXI. Ale żeby tak i od kilku dni?
Mam dzikie sny. Wiem, że świadczyć to może o mojej prywatnej sytuacji...
Ale może to jednak zaćmienie?

Szkoła w środku miasteczka z bardzo wysokim płotem, gdzie uczniowie niewiarygodnie wysoko skaczą? Tak. To tylko sen, a całe miasteczko nie reagowało zdziwieniem, że nauczyciele więzią kilkaset osób. W szkole wybuchł bunt, a uczniowie postanowili uciec. Ja dziwnym trafem byłam w to uwikłana ze środka i, pod pachy, ci wysoko skaczący uczniowie, przemieszczali mnie kilometrami po terenie szkoły.
To sen poranny.

Przedwczoraj śniło mi się, że poszłam na zajęcia z warsztatów edukacyjnych i rozmawiając z przemiłą Magda - prowadzącą, nagle usłyszałam pytanie "Czy jadę?"... Zdziwiona pytam "Gdzie?".
Konsternacja. Kilka osób zaczyna się przekrzykiwać, że przecież WSZYSCY jadą. Dwa tygodnie za 40zł w pięknym zamku w górach. Wszyscy pedagodzy i studenci jadą. I "Dlaczego nie wykupiłaś jeszcze biletu?? To już w sobotę! Co Ty chcesz tu robić, skoro Wszyscy jadą??" Oczywiście ja nic nie wiem. Dopytałam gdzie są te bilety i od razu pobiegłam do aspowego wydawnictwa, gdzie prezes fundacji miał te bilety niby mieć.
Ale jak tam weszłam, przywitało mnie serdecznie grono starszych pań (sic!), niestety prezes biletów już nie miał. Kiwnął głową w kierunku starszej pani przy stoliku mówiąc, że ta pani profesor jest jedyną, która może mieć bilety. Spojrzałam w tamtym kierunku, a tam pani około sześćdziesiątki zasypiała nad kawą, niemal uderzając głową w blat stołu.

Chyba nie pojechałam na tą wyprawę, na którą WSZYSCY pojechali.

13 stycznia 2010

na dobranoc piosenka i inspiracja do pracy na sztukę współczesną: "rozpływ skrzący ciała szklistego". intrygujące.







To piękny film który poruszył. Siedzieliśmy mistyfikując kino domowe z grupą znajomych, wpatrzeni w ścianę, po prostu będąc wzruszonymi.




To podobno piękny film o człowieku i psie. Nie wiem. Do obejrzenia.

Last Minutes with ODEN from phos pictures on Vimeo.

takie to proste kurde

"utrzymywanie kontaktów to umiejętność jak każda inna, w takim sensie, że można się jej uczyć i można ją ćwiczyć."

przeczytałam u pana automacieja




p.s.
od tegoż samego pochodzi namiar na bardzo ciekawą artystkę Joan Healy




My Hairy Banjo



ze strony artystki






Cyberskin (Two Stage Transfer Drawing)


znalezione u pana automacieja


znalezione u pana automacieja






taka joga... taka joga.

12 stycznia 2010

if i should die this very moment i wouldn't fear for i've never known completeness

takie to delikatne.








Latawiec

Zdjęcia poniżej zrobiłam nad Sawą w Zagrzebiu. Okazuje się to przednią zabawą dla panów w średnim wieku.
Do latawca wracam, myśląc o projekcie "rysunkowym" na zajęcia do Jarosława Kozłowskiego.
Już wiem, że zostanie tylko w fazie projektu, bo nie sposób będzie go zrealizować tak z lotu.

Ale co się odwlecze..


Zbieram informacje. Będę je tu kumulować i wyciągać wnioski.
Tu rozwiązania taktyczne.

















A tego nie sposób nie pokazać! ech tu reszta






Kto wie. Może właśnie odkrywam swoje przeznaczenie.


p.s.
Kurde projekt coraz bardziej mi się podoba. Wkrótce zamieszczę i się podzielę. Frajda. Ale jak to ubrać? Trzeba by chyba projekt jak unijny rozpisać, bo wychodzi z tego rzeźba miejska z koniecznością inwestycji! Ach ta sztuka ;)


10 stycznia 2010

jak to jest gdy się nie jest młodszym pokoleniem


werbat: Polećcie no jakiegoś dobrego seriala?

michał: 8WX6G-P3KD3-D62M7-4TQMF-DYKVV

źródło





Tomasz Mróz w książce/katalogu: Dobre do domu i na dwór (wyd. Fundacja Stereo)





Tak prócz zabaw na bashu, ściągam sterowniki do skanera. I mówię: to nie jest łatwe.
A wszystko się tak dobrze zapowiadało. BearPaw 1200CU PLUS miał mieć wielu znawców i być szeroko eksponowany na forach.
Jest ciężko.
Próbuję szóstych sterowników i jest ciężko.
Skaner udaje, że go nie ma. Chowa się. Robi uniki jak profesjonalista.

A ja potrzebuję jedynie wzór planu metodycznego zeskanować. To tak niewiele...
Tak niewiele...

Dingo pomógł przywrócić oryginalny system, zrobić kopię, tak ją schować żeby nie zgubić, poradzić z plikami stronicowania. Poszukać właściwych seriali; doedukował wszelako; prawie wszystko działa.

BOSZSZSZSZSZ JA JESTEM HUMANISTKĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


p.s. W Poznaniu styczeń jest bardzo mroźny. Wyjątkowo długo śnieg leży. A z Mostu Teatralnego odbyła się ciekawa wycieczka na oczach telewidzów:

9 stycznia 2010

Get on Board

zadania na ten czas






Podśpiewuję sobie piosenkę na sobotę bo "Jest najs jest najs jest najsympatyczniej!"

Jak zwykle niemoc wobec ogromu zadań.
Egzamin z emisji głosu mnie nie ogarnia bo
teoretyczny - zdam
praktycznego - szans nie ma bo usunęli mi ósemkę i ledwo szczękę otwieram.
Więc pytam jak można emisyjnie poprawnie głosem operować skoro operowany instrument?

Resztę powoli systematyzuję. Plan metodyczny wciąż nierozpoczęty, bo bardzo mi trudno zajrzeć na stronę ministerstwa i pobrać podstawę programową.
Nie brzmi to. Nie nie nie.

Projekt "Święty Wojciech" w szczerym polu, a Mirosław Bałka entuzjastycznie zachęca do spotkań.
Jarosław Kozłowski czeka na rysunek, Dominik Lejman na rozmowy dyplomowe dopinające.

Na luty przełożyłam warsztaty z dziećmi, na później praktyki w szkole i w galerii.

Czy ja o czymś nie zapominam?




W ramach zajętości wczoraj byłam z Dingo na premierze Parnassusa - Człowieka, który oszukał diabła i nie polecam. Po prostu nieinteresujący scenariusz, więc niewiele da się wydobyć frywolnymi zdjęciami. Znam historię filmu, samobójczej śmierci jednego z głównych, historię z telefonami reżysera do jego najlepszych, zgoda całej trójki, aby zagrać za darmo. Szlachetne to wszystko. Podobno film na tym zyskał. Ja uważam, że zapomnieli to ograć. Sensu te zamiany twarzy nie mają, a ja się cały czas zastanawiałam dlaczego tylko jemu się ona zmienia, a Rosjanom nie.
Film naprawdę nie jest ciekawy. Rozlazły ten cały romans nawet, co przecież zawsze jest ważnym elementem amerykańskiego kina. Ruda nijaka.

Ale z Dingo zawsze jest miło, więc się skupiłam na tym.

Po Avatarze też jesteśmy i, choć to może uwłacza racjonalizmowi i wszelkim intelektualizmom, bawiłam się przednio. Bo pierwszy raz w 3D i latanie na 'smokach' bardzo mi przypadło. (Dodam, że moja mama w odróżnieniu do mojego entuzjazmu, dostała choroby lokomocyjnej.) Kilka razy się nawet przestraszyłam tego spadania, taka jestem podatna, ale mnie Dingo uratował.
Ogólnie takie romansidła międzygalaktyczne rzadko łykam, więc może dlatego fantastyka jest dla mnie egzotycznym rarytasem.
Avatar mi się podobał i uważam, że świat N'avi jest naprawdę imponująco narysowany.
Poza tym znam ją skądś.




fot. Imperial - Cinepix




"Hej Karolina.... byłem w kinie... awator... kurde no ONI wszyscy mieli twoje oczy!! a na pewno twoje spojrzenie... albo nie wiem ale przypominali mi ciebie ;) "

napisał do mnie w środku nocy esemesa Młynek Kawowy z Irlandii



A ja stąd zatrzymałam sobie więcej N'avi.


























7 stycznia 2010



E.N.: Kiedyś doradzałam młodemu chłopakowi, żeby wycofał się ze związku z pewną dziewczyną. Nie dlatego, że była niedobra, ale dlatego, że ich wewnętrzne światy były zbyt różne od siebie. Po dwóch latach przyszedł z nią. Oznajmił, że mieszkają od dawna razem i poprosił, żebym jej wytłumaczyła, dlaczego kiedyś powiedziałam, że nie powinni być razem.

S.: Trochę niezręczna sytuacja...

E.N.: Owszem, ale wytłumaczyłam, że idąc ulicą, interesuje się wszystkim, patrzy na wszystko, tylko nie na nią. Nie spieszy się do domu. Stawia przed nią herbatę tak, jak zamyślona kelnerka w kawiarni. Trzyma ją za rękę, ale ona nigdy nie czuje, że jest to dla niego szczęście. Że nie poświeci niczego dla niej, zawsze znajdując na to jakieś uzasadnienie. Można mnożyć przykłady. Rozpłakała się. Nigdy nie czuła się królewną w jego świecie. I nigdy by nią nie została.


Elżbieta Nowalska na onet.pl

nie warto czytac ale to zrodlo

6 stycznia 2010

temporary bo celem jest Warszawa zaraz po Tajlandii

Znów mam obawy.

Wyjeżdżam z Poznania w lutym zaraz po ostatniej w życiu sesji.
Tak chcę i tego potrzebuję. Wrócę przed dyplomem na konsultacje magisterskie.
Teraz do mojej dziewiczej pracowni na końcu świata oświetlonej nawet zachodem.

Tyle rzeczy do zrobienia.

Dingo zostaje. Oj zostaje. Ale ma swoje życie. A ja już nie potrzebuję skwierczenia skóry i prób ognia. Niech zostanie. W sumie dorośli już jesteśmy.. A mamy już różne inne plany ;)

Muzyki słucham w obawach. O bawiam się muzyką.

5 stycznia 2010



Świetny street art z Zagrzebia przywiozłam! O! Przypomniało mi się!
Miasto może być przezabawne! Sprawdź Pume34!

Myśl profesora Janusza Czapińskiego (UW):

"Warszawa nie leży nad rzeką. Ona nad rzeką kuca."







Polecam artykuł p.t. "Wkurzacz czeski" Mariusza Szczygła dla Dużego Formatu. W roli głównej artysta David Czerny.
[Który jest łudząco podobny do mojego starego przyjaciela Andrzeja Kłaka - aktora Teatru Dramatycznego W Wałbrzychu.]





z deka dencko

Devendra Banhart

vintageshop.pl



Na jazzowo przez okno wyglądam.
Chciałabym pokój pomalować w końcu, ale przecież chcę się wyprowadzić. W końcu z miasta.
Jazzując łykam polopirynę i czytam "Przezroczystość" Marka Bieńczyka. Jeszcze niedawno ta książka swoim istnieniem prawie zmyła powodzią mój temat pracy magisterskiej. Dziś coraz mniej mi się podoba.
No może poza tematem.
Zbyt wiele tu socjo polityczno eseistycznego monologu. A na pewno zbyt wiele Solidarności. Zbyt mało architektury, bo to akurat autorowi idzie całkiem błyskotliwie.
Zdecydowanie mam na temat przezroczystości wiele innego do powiedzenia.









Jazzowy zestaw bardzo mi przypadł do gustu.
Szkoda że za oknem tylko zima a ja chora.







"Mój baśniowy ogon często wystawał spod rąbka sukienki i strzygłam uszami tak mocno, że kapelusz aż podskakiwał i w najlepszym razie opadał na oczy, a nierzadko turlał się po podłodze."

Clarissa Pinkola Este’s – „Biegnąca z wilkami”


dostałam w mejlu


4 stycznia 2010

paraanegdoty

"Moja córka egzamin maturalny z języka polskiego napisała o twórczości Johana Kupsztala"

param name

Dzisiejszy dzień okrasił mnie swoim mrozem i kilkudziesięciominutowymi przystankowymi westchnieniami. Tak mi się kojarzysz Zdrapko. Z czekaniem. Z dopowiadaniem, że trzeba czekać, bo jak zrezygnujesz i wyjdziesz za róg, to kierowca z tramwajem na pewno się zjawi. Czeka się dziesięć minut cierpliwie, a potem co minutę nos w horyzont.

Nie trzeba czekać, nie trzeba się tak radykalnie starać i zabiegać, udawać kogoś, kim się nie jest, wciąż na palcach stąpać i czuć się niekochanym.
To jest tak smutna historia, bo ja nie mam czego dobrego wspominać.

Wieloletnie nieporozumienie...
Wiele lat się nie porozumiewaliśmy przecież, jak nie porozumiewają się wieloletnie małżeństwa.
Żadna to rzeź, ani masakra. Nie ma konsekwencji dla ekosystemu. Nie było huku galaktycznego, tylko szept w plecy.


A ja sobie śpiewam piosenki, bo już wypada. A to dobra piosenka.

3 stycznia 2010

muzyka dubowa odkryta bo w takim nastroju dziś zasypiam. poza tym fajne źródło świeżej muzyki.








Diana Ronnberg w ramach Akcji Promocyjnej Przyjaźni



"Oczy pilnują w nocy placu." (D. R.)

dokumentacja akcji








dokumentacja akcji







fragment cyklu fotografii






fotos z video







fragment cyklu fotografii





O sile sprawczej tej kobiety i jej temperamencie ukrytym w delikatnym pięknym ciele, trudno pisać. Należy posłuchać, jak śpiewa! Należy zobaczyć więcej sztuki wizualnej.
Za każdym razem gdy trzeszczy czyjeś serce, myślę o Dianie, romskim ostrym rytmie i rysunkach z wiadomości.
Kobieca sztuka wymaga odpowiedniej oprawy.
Niewiele tych odpowiednich pozostało.


Materiały dzięki uprzejmości autorki, z domowego archiwum.